Blog > Komentarze do wpisu
Proza - opowiadanie Lux V.

Poprzedni fragment: http://lubelsko.blox.pl/2011/11/Proza-opowiadanie-Lux-IV.html

 

 

                -Dzikusy!- krzyknął Cesarz, ujrzawszy nadchodzących mężczyzn. Twarz jego przybierała odcienie purpury, czoło pokryły grube, poziome bruzdy, a oczy nosiły wściekłe spojrzenia. Tym razem nie było gorącej herbaty i miłego uśmiechu. Chmurne oblicze zwiastowało kłopoty. Wściekła postać miotała się po pałacowym pomieszczeniu, zmieniając co chwila kierunek marszu. Przedstawiciele frakcji stali cicho, z opuszczonymi głowami, obserwując kątem oka. Oddechy ich były już spokojniejsze, niż jeszcze chwilę temu, podczas walki. Jedynym widocznym świadectwem minionej bójki były lekko poszarpane i ubrudzone stroje dwójki wrogów.

                -Panie!- odezwał się blady Kurzik –Wzywałeś mnie, o Panie, abym począł nauczać o kulturze i historii jakże wspaniałego Ludu Pięciu Kurzickich Domów. Miałem być ambasadorem mego ludu, osobą, która miała za zadanie upewnić się, że problem nękający cały Kintaj, zostanie rozwiązany. Problemem tym jest oczywiście kwestia Luxonów. I tak oto stoję przed Tobą, Panie, po konfrontacji z tymże dzikusem, który próbował wtargnąć do karczmy mego dobrego przyjaciela. Jest to czyn niegodziwy, że brudas tego pokroju próbuje wejść do lokalu o tak wysokim prestiżu.- mówił spokojnie mężczyzna, rzucając ukradkowe spojrzenia w kierunku wszystkich zebranych w pomieszczeniu osób. Był pewny siebie, słowa wypowiadał spokojnie, bez nerwów. Kończąc, ręką otrzepał kurz ze swej szaty, wyprostował się, zaciskając wargi, kierując oczy w stronę Cesarza, który zatrzymawszy się, słuchał uważnie, przebierając nerwowo nogami. Ten nie zdążył jednak odpowiedzieć, gdyż niemalże nie dając dokończyć ostatniego słowa wypowiedzi, luxoński przedstawiciel wybuchnął, podnosząc głos:

                -Synu Nagi i smoczego łajna! Jak śmiesz odzywać się w ten sposób! Ja zostałem tu wezwany na życzenie SAMEGO CESARZA, a ty masz czelność napadać na mnie, kiedy szukam schronienia?!- wymachując rękoma, z wytrzeszczonymi oczami, krzyczał w twarz, pokrywając oblicze Kurzika drobnymi kropelkami śliny. Ten natomiast wciąż stał niewzruszony, spoglądając z pogardą na oponenta. –Mojego świata twój mały móżdżek nie może ogarnąć. Kultura mieszkańców Skamieniałego Lasu, oparta na sztuce, kontemplacji natury, pieśniach, przewyższa o epoki wszelakie dzikie plemiona, z twoim klanem na samym końcu rozwoju.- Emocje nie wytrzymały, a mężczyźni ponownie rzucili się sobie do gardeł. Tym razem jednak straż pałacowa zareagowała natychmiast, unieruchamiając walczących. Po chwili na złączonych rękach i nogach poczęły formować się małe kryształki lodu, które rozrastając się, tworzyły lodowe kajdany, uniemożliwiające ruch kończyn. Stali więc tak, wyprostowani, niczym belka drewniana, gdy z ziemi wyrosły półprzeźroczyste łańcuchy, oplatające ich szyje, ciągnące w stronę podłoża. Upadli na kolana, z pochylonymi głowami. To jeden z rytualistów, zatrudnionych na służbę u Cesarza, rzucał zaklęcia unieruchamiające. Jeden z duchów,  będący w postaci widmowego łańcucha, częściowo zmienił swoją formę. Ukształtowała się zdeformowana, bezoka twarz z szerokim, bezzębnym uśmiechem. Istota nachyliła się do ucha przedstawiciela Luxonów, szeptem wypowiadając: „Widzimy cię!”, po czym wysunąwszy rozdwojony, ogromny język polizał go po twarzy. Mężczyzną wstrząsnęły słabe spazmy, próbując odsunąć się od istoty. Więzy były jednak zbyt mocne. Duch chichocząc, odsunął się od twarzy, powracając do poprzedniej formy.


                -Niereformowalne dzikusy… - westchnął Imperator.

środa, 09 listopada 2011, pan.doman

Polecane wpisy