Blog > Komentarze do wpisu
XLVII kawa - Piszemy do Góry.

 

Lublin  2012-01-10

Do: Niego

Od: Ja

                Drogi Ty,

                Piszę w sprawie sam nie wiem jakiej. Jednakże jak już zacząłem pisać, to wypada wspomnieć o czymś, nieprawdaż? Aczkolwiek na wstępie pragnąłbym pozdrowić całą Twoją instytucję, nawet Ten oddział. Familię też pozdrów. Słyszałem, że na ruch nie można narzekać, pomimo tego, że zyski praktycznie równoważą się ze stratami, rzucając klienta na pośrednie grunty. Oh, olśniło mnie, że zapewne popełniłem faux pas, gdyż nie zastosowałem żadnej trwałej formy grzecznościowej. Mam nadzieję, iż wybaczysz mi to potknięcie, zważywszy na mój stan umysłu. Niestety również nie zaśpiewam, a rzekomo, kto Ci śpiewa, to modli się po trzykroć. Nie. Mi zostaje napisać ten oto przedziwny list. Sam za bardzo nie wiem jak będzie on wyglądał, ale wierzę, że laikom takim, jak ja, na niektóre kwestie przymruża się oko. Zatem przejdźmy do meritum.

                Cholera, nie mam pomysłu o czym mam zamiar Ci napisać, daj mi chwilę na zebranie myśli.

                Chciałbym poruszyć temat mojej średnio skromnej osoby. Z Twoich usług mało korzystam i myślę, że bardziej nie będę. Troszku więcej czerpię od konkurencji. Kryteria zawarte w regulaminie prowadzonej przez Ciebie instytucji nie pokrywają się ze mną. Wiem, że część została spełniona, aczkolwiek wciąż jest to mniejszość. Więc, jeśli Dante miał rację, to czy nie zaistniałaby okoliczność, w której to pomógłbyś mi w zawarciu korzystnego kontraktu ze strefą Pierwszego Kręgu? Zdaję sobie sprawę, iż nie jest to Twój rejon, ale masz tam przecież wpływy. Bo tak wydaje mi się, że stopniowo zdobywam lekkie doświadczenie w tymże zakresie działalności. No, więcej na ten temat to porozmawiamy przy naszym najbliższym spotkaniu, zgoda?

                Pokrótce wspomnę jeszcze o osobach dużo bardziej zaangażowanych we współpracę z Tobą. Weź je (tzn. te osoby) czasami ogarniaj, bo mnie czasem coś trafia.  Nikogo z Dołu jeszcze do siebie nie zaprosiłem, ale przecież kiedyś nawet ja się mogę złamać, jak nie zostaną wzięci w ryzy, te Twoje mrówki, pracowicie budujące Twoją rzeczywistość. Nie neguję, nawet podziękuję za ziemię pod stopami, ale wiesz… Wszystko ma swoje granice.

                W tym momencie chyba kończę. Jakoś nie mam koncepcji, jak mógłbym poruszyć zagadnienia trapiące mą duszę, mam nadzieję, że kiedyś nam się to uda, albo i nie. Nie miej mi bardzo za złe, że jestem niechętny do współpracy, w ogóle lubię się z tymi z Pierwszego Kręgu, psychika mi się skrzywiła i takie tam. No taki jestem, trudno jest formować ciecz w ciało stałe, nieprawdaż? Pozdrów Zarząd i w ogóle całą firmę ode mnie, uściskaj każdego z osobna. Powiedz, że zawsze będę ich tulił.

Do zobaczenia!

Michał

 

 

 

Wherever whenever

Od: Niego

Do: Ja

                Whatever.

sobota, 14 stycznia 2012, pan.doman

Polecane wpisy