Blog > Komentarze do wpisu
LXXII Kawa - Gdy piszemy w nocy.

 

2012-08-09 00:10

                Taka zmora, gdy chce Ci się pisać, a pod ręką nawet długopisu brak, nie wspominając już o kawałku kartki. Dodajmy do tego brak światła, poświatę telewizora i troszku piwa. Środek nocy, każdy w łóżku, a ja czuwam, cholera wie po co. W sumie, jest to jedyna pora, kiedy człek ma możliwość zaznania krztyny spokoju, którego mi tutaj tak brakuje. Troszku ciszej, troszku ciemniej, troszku miejsca na rozkminy.

                Z bardziej zawodowego sportu zrezygnowałem już więcej, niż rok temu. Do tego, w dość głośnym stylu. Do dzisiaj jest mi to wypominane, a ja zastanawiam się „co gdyby?”. Wszystko nabiera mocy, gdy oglądam mecze, czy po prostu wspominam przy jakiejś losowej okazji. Sęk w tym, że najczęściej w pamięci, przy takich okolicznościach, nie pojawiają się scysje, konflikty, prosta, wzajemna agresja między swymi. Pamięć nasza właśnie tak została stworzona, aby raczej złe chwile rozmywać, a te dobre gloryfikować. Negatywy przykryte całunem, który w swoisty sposób nas chroni. I dobrze, trzeba żyć pozytywami.

                Co więc ja pamiętam? Co mi przychodzi na myśl, kiedy chce mi się wrócić? Emocje. Emocje, energię, adrenalinę. Smak zwycięstwa, porażki, uczucie wyprucia z sił, swoistego oczyszczenia. Dobrze wspominam sekundy decydujące o finalnym wyniku, determinację, która pozwalała walczyć do końca. Pamiętam, jak sobie nuciłem Kaczmarskiego podczas treningów, jak boli uderzenie, albo jaką satysfakcję gwarantuje pokonanie wymagającego przeciwnika. Jednak właśnie wtedy przychodzi również ta gorsza strona, wykreowana, niestety, przez innych.

                I rodzi się wtedy pytanie, czy człowiek postąpił słusznie, że oddał się innym ścieżkom; stwierdził, iż wystarczająco zaciskał zęby. Czy aby? Na to już nie znajdę odpowiedzi. Pozostaje mi oglądać mecze, wspominając jak to się człowiek czuł i mieć świadomość, że czerpię teraz dużo satysfakcji z tego, co robię. Nie żałuję. Myślę, że podjąłem brzemienną w skutki decyzje, ale właśnie takie trzeba podejmować. Czasami, po prostu, stanąłbym jeszcze raz na boisku, rozejrzał się wokoło i poczuł ten ból.

                Nie możemy być wszystkim, więc rezygnujemy z jednego na rzecz drugiego. Głupcem jest ten, co nie wybiera. Możemy kierować się różnymi pobudkami. Ja postawiłem potrzebę ducha ponad profity. Czy dobrze? Cholera wie. Moje życie jest pełne ślepych trafów. Jak dotychczas, to żyję. Co potem? Na to najdzie czas.

                Nie jestem pewny, czy jestem tym, kim chciałbym. Z drugiej strony, moje wybory, których większości nie żałuję, definiują obecnego „ja”, czego nie żałuję. Taki lekki paradoks. Można powiedzieć, że z jednej strony całkowicie odrzuciłem obecnego siebie, ale również aprobuję czyny, które mnie kreują. Jeśli takim mam być, to niech to będzie chociaż z mojego, własnego wyboru. Tak więc, ja-dziecko odwróciłbym się od współczesnego ja. Przeszłości nie pamiętam, o przyszłości nie idzie myśleć. Została teraźniejszość. Z dawnych czasów, w mojej głowie, siedzą dziecięce postanowienia. Nie zrealizowałem ich. Tego też nie żałuję.

                Więc pytam, co by tu jeszcze spieprzyć, panie i panowie? Spaprać tak, aby znaleźć aprobatę samego siebie. Wiem tyle, że za te wszystkie lata, nie będę tym, kim teraz chcę być, mieć tego, co chcę mieć. Ty zresztą też. A wiesz dlaczego? Bo na bieżąco paprzemy naszą teraźniejszość. Bez skrupułów, czy żalu. Bo najlepiej, to się buduje na gruzach.

                W sumie, jest za ciemno, aby pisać.

niedziela, 12 sierpnia 2012, pan.doman

Polecane wpisy