Blog > Komentarze do wpisu
LXXIII Kawa - Ta prawdziwie czysta miłość.

2012-08-20

Stwórzmy paradoks. Postawmy moją osobę, która nie chce wypowiadać słowa „kocham” w przyjętym tego słowa znaczeniu. Miejmy na uwadze, że nie chcę w tej kwestii używać pojęć, a kreacji nienamacalnych. Jak powiedział John, że miłość jest czasownikiem. Też ciekawa kwestia. Po części się zazębiamy. Jednak właśnie teraz próbuję zdefiniować własne-nie własne pojęcie, na pewno stworzyć własną definicję. Nie będę się zgłębiał ponownie w aspekty „miłości” dwojga ludzi. Jeden, chaotycznie napisany, tekst wystarczy.

                Czym jest więc ta „Prawdziwie czysta, miłość”? Czy odbieram to pojęcie tak, jak Nienacki, jako tą duchową więź między ludźmi, kiedy to kobieta jechała za pojmanym mężem na Syberię, aby codziennie widzieć go przez chwilę, zza ogrodzenia, kiedy idzie do pracy? Jak coś, co trzeba powoli i w bólach kreować, popełniając po drodze wiele błędów i rozterek? A może to jest to uczucie, kiedy potrzeba nam jedynie osoby obok, samej świadomości istnienia dla nas, aby czuć się bezpiecznie? Być może, jeśli chodziłoby mi o stosunki tej najgłębszej warstwy, płaszczyzny dwojga osób.

                Ale nie chodzi.

                Widzicie, wyżej wspomniana płaszczyzna nie jest czysta. Każdy związek ludzki jest w mniejszym, lub większym stopniu bagnem, albo przynajmniej bałaganem. Jest to gówno, w którym siedzimy po uszy. Ale siedzimy razem. I to się liczy, bo jeżeli razem jesteśmy i tu, to możemy być wszędzie. No i właśnie ten moment ludzie już nazywają miłością. Niektórzy mają rację, inni się mylą, co wychodzi w praniu. Wagę i znaczenie pojęć przypieczętujemy podczas naszych ostatnich chwil na Ziemi.

                Więc co ja chcę stworzyć, jaką miłość, aby tego syfu nie było? Platoniczną? Nic z tych rzeczy. Prawdziwie czystą miłością jest tworzenie więzów wręcz rodzinnych z innymi ludźmi. Znowu, trudno mi określić, kto jest niby przyjacielem, a kto jeszcze nie. Z łatwością natomiast przychodzi mi określenie mojej „duchowej rodziny”.

                Otóż, dla jednych rodzina kończy się na krwi, dla innych to organizacja, ugrupowanie. Dla mnie,  familię kreujemy sami. Nazwisko, krew, to jest priorytet. Znaczący. Aczkolwiek na tym świat się nie kończy. Są jeszcze Ci, których „adoptujesz”.

                Każdy człowiek szuka w swoim otoczeniu osób, które mógłby zaadoptować. Takie to persony najczęściej są uosobieniami brakujących ogniw w „jedynym, prawdziwym, systemie drzewa genologicznego”.  Może ktoś, kto surowym okiem by nas ogarniał, zupełnie jak ojciec, albo doceniał i wspierał jak brat? Może po prostu był dla świadomości, że znaczymy dużo dla niektórych. Osoby będące wypełnieniem nas samych. No, jeśli nie uzupełnieniem, to wzmocnieniem atrybutów.

                Od zawsze obserwowałem to zjawisko. Widziałem tworzenie połączeń, które właśnie wyżej wymienionym celom służyły, sam byłem ich obiektem. Pięknym wręcz jest moment, kiedy zaczynam widzieć całą sieć, skupiska, tych intensywnych powiązań. Wystarczy chwilę się zastanowić, przeanalizować i poszperać w pamięci, a kreuje nam się wspaniały obraz ludzkich powiązań.

                Nieświadomie stworzyłem własną rodzinę. Wobec tej pierwotnej czuję zobowiązania i powinności, a jeśli chodzi o resztę… Z niektórymi osobami rozpocząłem tworzenie jednego, wspaniałego, ciała, zawierającego wiele dusz i kończyn, ale mocnym, zjednoczonym sercu. Oczywiście, jest to rodzina z jednym centrum, z rzadka mająca powiązania wzajemne. W tej rodzinie ja jestem centrum, które spaja, w ich przypadku to ja jestem elementem siatki. I właśnie to jest piękne. Każdy z nas posiada własną rodzinę, którą egoistycznie stworzyliśmy. W skład wchodzi więcej, lub mniej osób, to nie ma znaczenia. Liczy się zarówno to, aby takową familię posiadać, ale i być elementem składowym cudzych „duchowych drzew genologicznych”.

                I właśnie swoją rodzinę, zarówno oryginalną, jak i wykreowaną, scentralizowaną na mojej osobie, kocham miłością prawdziwie czystą. A jak ją streścić w kilku słowach, zachować samą ideę? Nie wiem, za dużo indywidualnych podejść.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012, pan.doman

Polecane wpisy

Komentarze
2012/08/26 12:06:38
super,super !! zapraszam i proszę o polecenie mojego bloga !!