Kategorie: Wszystkie | Hyde Park | Kawy | Poezja | Proza
RSS
czwartek, 31 stycznia 2013
LXXVI Kawa - Moja trzyletnia tolerancja lubelska.

2013-01-29

Powoli mija mój 3 rok w Lublinie. Matko, kiedy to tak szybko zleciało? Cóż, widocznie zaabsorbowany byłem (jasne, taki leń, jak ja). Zaznajomiłem się jednak z otoczeniem, przyjąłem rewir, znalazłem kąt. Jednakże, co najważniejsze, znacząco się rozwinąłem.

Do ewolucji przyczyniło się mnóstwo różnorakich czynników, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Nie ma co się oszukiwać, patrząc z obecnej perspektywy na mnie z przeszłości, to mam jedynie ochotę palnąć się w łeb. Byłem i jestem głupi (oczywiście w moim względnym wymiarze). A teraz? Tochę bardziej ogarnięty i nadrabiający innymi aspektami. Mniej skrępowany, bardziej zdystansowany, konkretniej zarysowany charakter. Nawet moja nerwica przeszła znaczące zmiany. Przynajmniej nie jest już ślepa.

I tak oto chciałbym poruszyć jedną z części składowych tejże transformacji. Moja tolerancja tępoty, ignorancji i braku ogłady osiągnęła na przestrzeni tych wszystkich miesięcy poziom ujemny. Nie mogę pozbyć się przekonania, że ludzi tępych trzeba tępić, a osoby poniżej pewnego progu intelektualnego powinno się sterylizować.
Niewyobrażalnie mierzi mnie osoba nie mająca własnego zdania, konkretnych poglądów. Coś, co jest mdłe nie może być interesujące. Do tego oczywiście dochodzi zerowa wiedza ogólna z jakiejkolwiek dziedziny, brak chęci jakiegokolwiek rozwoju, nie wspominając o zaniku umiejętności czytania czegoś, co ma troszku więcej tekstu, niż kilka linijek komentarza pod dużym, kolorowym obrazkiem. Jednak trudno mi szanować osobę, której książka kojarzy się jedynie ze streszczeniem lektury szkolnej.

Inną kwestią jest powszechny wśród młodzieży brak wystarczającego poziomu higieny osobistej, o znajomości savoir vivre nie wspominając. Ale powoli, do wszystkiego dojdziemy.

Nie potrafię wyobrazić sobie braku codziennego prysznica, czy noszenia kilka dni z rzędu jednego tshirta, czy jakiejś bluzki. Człowieku, pocisz się, wchłaniasz zapachy otoczenia, po 3 dniach na prawdę od Ciebie jebie. Że co? Dezodorant rano załatwia sprawę? A co z tym po wieczornej toalecie? Czy organizm ma w nocy przerwę? A co do ubrań to mi się nawet nie próbujcie tłumaczyć. Błagam, przecie mając nawet jedynie 3 zestawy ubraniowe da się codziennie pojawić w miarę schludnej postaci. A dobre perfumy wbrew pozorom dużo nie kosztują, a wystarczą na długo, o ile nie wylewasz połowy flakonu na raz. A, co do pięknych aromatów. Cebula, ryba, czy gotowane jaja nie są dobrymi opcjami ani na 1, ani na 2 śniadanie. Niby takie oczywiste, a ludzie o tym nie pamiętają.

Wspomniałem wcześniej coś o savoir vivre. Więc, jeśli te pojęcie nie jest Ci jeszcze znane, wyłącz tę stronę i nie pojawiaj się tu więcej. Paps, buziaka na drogę nie daję.

Najprostsza w świecie ogłada, znajomość prawidłowego zachowania w bardziej formalnym towarzystwie/okoliczności. Znajomość prawidłowości ubraniowych, aparycji, pewnych małych, znaczących gestów. Liczba mężczyzn z niedopasowanymi krawatami jest ogromna. Do tego dochodzi zapięta marynarka podczas siedzenia, czy pozbywanie się takowej przy pierwszej, lepszej okazji. O kulturze picia już nawet nie mam ochoty wspominać.

Tolerancji brakuje mi również, jeśli chodzi o ludzi, najprościej mówiąc, nieporadnych życiowo. Młody człowiek ma umieć poradzić sobie na własną rękę nawet w najdziwniejszych warunkach, nie zapominając o umiejętnościach elementarnych. Tak więc gotowanie (są ludzie, co chleba nie ukroją!), prasowanie, pranie, użytkowanie podstawowych narzędzi powinno być znane każdemu. Zawsze mile widziana jest troszkę bardziej zaawansowana wiedza z danej dziedziny np. naprawa samochodu, czy partroszenie, obróbka zwierząt. Nie zawsze otrzymamy wzystko na talerzu.

Na świecie jest tyle rzeczy, które potrafią wzbudzać pogardę, czy agresję. Tacy ONR'owcy, oszołomy religijno-polityczne, czy osoby głupie i mdłe to jedynie malutka część tego całego gówna, co jest na świecie.

Z mojej strony mogę wysunąć jeden, mały apel: proszę, nie bądź nieciekawą mazią mającą czelność zwać się człowiekiem.

Stay tuned, jeszcze coś do powiedzenia mam.

poniedziałek, 21 stycznia 2013
LXXV Kawa - Ciekawe kiedy pomylę się z numeracją.

2013-01-21

Pan Doman był chory

Nie leżał w łóżeczku.

 

 

                Tak wokoło sporo książek, jakieś zapisane kartki, kilka pustych butelek, które gdzieś z sentymentem się schowały. Siedzę i dziw mnie łapie, bo jakoś łapa moja nie boli tak bardzo, nawet kości siedzą na swym miejscu.

                Gdzie mój fotel i kominek z książką, ja z chęcią wymienię te skrawki krzesła i łóżka.

                Najlepiej jeszcze jakby tak z dala od większości z ludzi. Przecie to się nie da wytrzymać o suchym pysku w jakimś większym otoczeniu. Pić nieekonomicznie, więc pozostaje ewentualna eksterminacja, jakaś hekatomba. O, toto by było dość przyjemne, tak uciąć kawał mięsa szarej masy.

                Borze leśny, kawa się kończy, cukru nie ma, a ja mam niby brnąć przez białe gówno by utwierdzić się w przekonaniu, że tolerancyjny nie jestem.

                Pewnie spodziewaliście się wieszczenia poetyckiego. Ha, nie bajgla. Ciekawe do czego miałoby to być.

                Niby po nerwicy została mi latająca noga, a jestem jakoś coraz bardziej agresywny, trzeba komuś odgryźć ucho.

                Widzimy się wkrótce.

                Buzi.

22:29, pan.doman , Kawy
Link Dodaj komentarz »