Kategorie: Wszystkie | Hyde Park | Kawy | Poezja | Proza
RSS
wtorek, 28 lutego 2012
LVIII Kawa - Relatywnie.

 

2012-02-28

                „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.”

                Świat jest względny, relatywistyczny. Patrzymy na niego przez pryzmaty. Spojrzenie bezwzględnie subiektywne. Względność kreujemy poprzez nasze własne ramy myślowe, przekonania i charaktery. Każdy bodziec przepuszczamy przez multum przeróżnych filtrów, które definiują jego odbiór.

                Mocniejsze ukłucie szpilką boli? No tak, ale jak w tym samym czasie mamy ucinaną rękę, to czy naprawdę będziemy nazywać to pierwsze bólem? Ogólnie twierdzimy, że śnieg jest mokry, ale zmieniając kąt postrzegania, możemy stwierdzić, że to woda, która wytopiła się przy kontakcie z człowiekiem, więc śnieg, czy lód sam w sobie nie jest mokry, a suchy. 

                Bohaterem jest jednostką tak nazwaną przez społeczeństwo, mające wspólny filtr. Amerykanin, który zamordował 20 Talibów, by ocalić swojego kolegę jest bohaterem? Zależy dla kogo. Znowu posłużę się stroną TED i polecę wykład dotyczący empatii, aczkolwiek poruszający tematykę relatywizmu: http://www.ted.com/talks/lang/pl/sam_richards_a_radical_experiment_in_empathy.html

                Kanibal na izolowanej wyspie, w swoim środowisku, jest bestią? Z naszego punktu widzenia tak. Według jego ludzi, jest to jeden z nich, człowiek wypełniający swój święty obowiązek, jak najbardziej naturalny. Nie można zamknąć się na swoją względność, negując prawdziwość innych. Każdy ma rację i każdy się myli. Zależy w którym miejscu staniemy.

                Mamy patologie, perwersje, odchylenia, niektóre groźne dla społeczeństwa – te negowane całkowicie, nazywane złem – niektóre mniej szkodliwe – te zwane schorzeniami. Jak tak jest, to dlaczego Ci ludzie twierdzą inaczej? Dlaczego ja twierdzę, że to jabłko jest słodkie, a Ty, że kwaśne? Bo wszystko jest względne.

                Daj mi białą kartkę i kartkę czarną. Obie bez problemu mogę określić czarnymi. Wystarczy kompletny brak światła.

niedziela, 19 lutego 2012
LVII Kawa - Whisky. Facet.



2012-02-18

                Zrozumiałem fenomen whiskey. Jak już wspomniałem kiedyś na początku istnienia bloga – „piecze, czuje, że żyję”. Doszedłem do wniosku, że jest to jak najbardziej trafiona istota złotego trunku. Przypomina on nam, że żyjemy. Zawsze chciałbym mieć możliwość przypomnienia sobie o fizycznej egzystencji. Nie upić się, zmoczyć, niech zapiecze.

                http://www.ted.com/talks/lang/pl/tony_porter_a_call_to_men.html

                Powyższym linkiem zapowiedziałem tematykę mojej rozkminy. Nie, nie zgadzam się całkowicie z powyższym materiałem,  aczkolwiek skłania on do myślenia. Werdykt pozostaje przecież i tak w naszych dłoniach.

                Nie oszukujmy się, mężczyźni różnią się od kobiet, nie ma innej opcji. Posiadamy więc inne role w społeczeństwie, mamy charakterystyczne przywary. Dlatego też twierdzę, że to jednak facet ma być tym rdzeniem, biblijnym Piotrem, na którym zawsze można się oprzeć. Pomimo tego, że piętnuje się zbyt hermetyczne zamknięcie uczuciowości męskiej, to jakże inaczej być tą podporą wszystkiego? Kobiecie nie zapewnisz poczucia bezpieczeństwa, nie dając jej pewności, że jesteś w stanie wytrzymać dużo. Uczucia, wrażliwość? Wszystko dozowane w rozsądnych dawkach, nie za dużych! Tylko, żeby się nie złamać.

"Miękki" facet to nie to, czego trzeba na co dzień.

                Co do przedmiotowego traktowania kobiet. Cóż, kwestia jest specyficzna. Możemy wyróżnić dwie bardzo ogólne grupy – te, które traktujemy przedmiotowo, bo one same tak chcą, są :na jedną noc” i nawet, jeśli się podobają, to tylko fizycznie, a i to nie zawsze, bo „przecież tożto może być „brudne””. Druga grupa to te, które kochamy za to, jakimi osobami są. Czyli najprościej: „kurwy do ruchania, kobiety do kochania”. Nie potrafię potraktować kobiety przedmiotowo, gdy widzę w niej coś więcej, niż puste źródło seksualności.

                Bez wątpienia płeć przeciwna jest słabsza. Skąd więc przemoc? Posiadając jakikolwiek honor, powinniśmy powstrzymywać się od takich zabiegów. Nawet samo poszanowanie do kobiety winno już wykluczać taką opcję.

                Szanujmy kobiety, to one są naszymi matkami, babkami, kochankami. To one płodzą nasze dzieci, sprawują (zazwyczaj) pieczę nad domowym ogniskiem.

                O, poruszyłem ciekawą kwestię. Nie, nie zabraniam kobietom „realizować się zawodowo”, ale  jednak u podstaw natury leży kwestia objęcia opieką nad komfortem rodziny. Stosunek środowisk patriarchalnych, a matriarchalnych jest nierówny, z przewagą tych pierwszych. Mierzi mnie więc sytuacja, gdy nad głową mi krzyczą feministki o równości pod każdym względem. Każdym? Zapraszam do kopalni. „No są słabsze i nie pójdą przecież, a nawet jakby jakaś chciała, to i tak pójdzie”. Dobra, ale nie idą. Niech nie krzyczą więc o jakże wielkiej niesprawiedliwości. Chciałbym dziewięciomiesięczny, płatny urlop. Dostanę? Nie, bo nie jestem kobietą, proste. Płci się różnią, więc nie domagajmy się wyrównania wszystko w jeden poziom.

                Jednakże szanujmy je mimo wszystko. Chyba, że same „zasłużyły” na takie traktowanie.

czwartek, 16 lutego 2012
LVI Kawa - Pan Jacek.

 

2012-02-16

                Znowu dane jest mi wspomnieć o moim kursie na prawo jazdy. Początkowe godziny za kółkiem odbywały się pod patronatem Pana Jacka, facet starszy już, „twardy” typ urody. Mówił do mnie per „Prezes”. Zgadaliśmy się, dobrze się jeździło. Zastanawiał się człowiek, czy nie wziąć go na głównego prowadzącego. Jednak potem kilka kursów z kimś innym, a następnie przerwa miesięczna.

                I jakoś tak się złożyło, że pomimo tego, iż każdy następny instruktor był równie przyjemnym osobnikiem, czy to gaduła, czy lekko infantylny, albo anarchista. Każdy coś miał, co wywoływało sympatię. Jednak nie były Jackiem, a to właśnie z nim jednak było lepiej. Bo bez słów. Pomimo tego, że zaczynałem właśnie z nim, to najmniej mi mówił, najmniej doradzał. A i tak wiedziałem więcej. Dość kuriozalne, nieprawdaż?

                Po bodajże trzecim kursie z kimś innym, niż z Jackiem, zacząłem się zastanawiać, czemu po nim ani widu, ani słychu, nawet miałem skryte nadzieje za każdym razem, że akurat to właśnie on dzisiaj przyjdzie, wsiądziemy w tą Toyotkę, a nie Skodę, i pojedziemy. No, nie bajglło. Ba, nawet właśnie w tym momencie zdałem sobie sprawę, że ostatni wpis opierający się również na jazdach, oparty był na naszym ostatnim wspólnym kursie. Jak miło.

                Tak oto niby mało znaczący fragment życiorysu zaczyna wpisywać się do nostalgicznej księgi. Potem, jak zawsze, dojdzie do tego mniej, lub bardziej intensywne „polerowanie” wspomnienia. Dlaczego tak? Bo nikt nie chce wspominać rzeczy złych, chociaż to właśnie te bardziej zalegają nam na sercu.

 

                Ostatni wpis o koksownikach sprawił, że kilka osób rozpoczęło ze mną dyskusję na tematy poruszone w teście. Każdy coś do siebie przyjął, a dla tych negatywnie nastawionych mam pewien wykład TED: http://www.ted.com/talks/lang/pl/ron_gutman_the_hidden_power_of_smiling.html warto obejrzeć, niezależnie od wszystkiego.

            

    W najbliższym czasie myślę, że napiszę coś konkretniej o płci brzydszej, mojej. Ważnym punktem ponownie będzie wykład TED, do którego pragnę się odnieść, więc na razie podaję do obejrzenia i przemyślenia:http://www.ted.com/talks/lang/pl/tony_porter_a_call_to_men.html

sobota, 11 lutego 2012
LV Kawa - Koksowniki.

 

2012-02-11

Tekst, tekst, tekst. Przeczytać, posłuchać, wziąć do serca. [http://www.tekstowo.pl/piosenka,o_s_t_r_,abstynent.html]

                Od jakiegoś czasu w Lublinie poustawiane są koksowniki. Tu się pojawiają, tam znikają, ławki podstawione bliżej, aby grzało. Pomimo tego, że troszku śmierdzą, to je lubimy. Nieprawdaż? Otóż wychodzi na to, że nie.

                Kto nie marzy o tym, aby się rozgrzać, gdy policzki mamy siekane mrozem, a wnętrze nosa pokrywa się kryształkami lodu? Gdy się ruszamy, to jeszcze jako – tako produkujemy ciepło, ale gdy np. czekamy na przystanku? Mamy koksownik, cudo! Logicznym wydawałoby się, że każdy chciałby przylgnąć do tego źródła ciepła, aby ulżyć sobie chociaż na chwilę. Jednakże zapomnieliśmy o jakże ważnym szczególe – inni też tak myślą!

                Właśnie w tym momencie zaczyna nam się problem. Nawet jeśli podejdzie większa ilość osób, to czekania nie umilą sobie nawet wzajemnym uśmiechem, a co mówić o konwersacji. Niee, po co narażać się na takie niewygody. Lepiej stanąć z boku, trząść się z zimna. Bezpieczniej tak przecież. Zostajemy w swoim malutkim, zamkniętym świecie.

                Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tak trudno nam uchylić rąbka płaszcza, zaprosić obcego bliźniego, aby zajrzał do nas, wzajemnie umilając koegzystencję. Każdy uśmiech waży, każdy gest, każde słowo. Inaczej na dobre złapie nas nasza ukochana Polska Depresja. Nie pomaga to samopoczuciu.

                Każdy z nas może przyczynić się do ulepszenia Polski. Wystarczy uśmiechnąć się do losowego przechodnia. Jakiś jeden na trzech odwzajemni, a może i nawet poda dalej. Tak się walczy z ogólnokrajową zamułą.

                Nawiązując do niedawno zmarłej Wisławy Szymborskiej, chciałbym przytoczyć jeden z jej utworów. Mądry, na mnie wywarł duże wrażenie, usiadłem nad nim, dumając przez jakiś czas. Podzieliłem się nim ze znajomymi, otrzymałem pogląd, interpretację na różne sposoby. Wszystkie dobre, każdy coś dodaje od siebie. Więc życzę równie pozytywnych odczuć.

                Wisława Szymborska – Wieczór Autorski

Muzo, nie być bokserem to nie być w cale. 
Ryczącej publiczności poskąpiłaś nam. 
Dwanaście osób jest na sali, 
już czas, żebyśmy zaczynali. 
Połowa przyszła, bo deszcz pada, 
reszta to krewni. Muzo. 

Kobiety rade zemdleć w ten jesienny wieczór, 
zrobią to, ale tylko na bokserskim meczu. 
Dantejskie sceny tylko tam. 
I wniebobranie. Muzo. 

Nie być bokserem, być poetą, 
mieć wyrok skazujący na ciężkie norwidy, 
z braku muskulatury demonstrować światu 
przyszłą lekturę szkolną - w najszczęśliwszym razie - 
o Muzo. O Pegazie, 
aniele koński. 

W pierwszym rządku staruszek słodko sobie śni, 
że mu żona nieboszczka z grobu wstała i 
upiecze staruszkowi placek ze śliwkami. 
Z ogniem, ale niewielkim, bo placek sie spali, 
zaczynamy czytanie. Muzo.

 

                O Muzo, kim jest ten Poeta w pryzmacie Boksera?

piątek, 10 lutego 2012
LIV kawa - Poziom gówna osiąga stan krytyczny.

 

2012-02-10

                No kurwica mnie bierze. Tyle gówna, co w tej Polsce się pojawia, zalewa mnie po uszy.

                Sprawę półrocznej Madzi zna teraz każdy. Przecież właśnie w takich medialnych szopkach lubują się rodacy. Dziecko leży martwe, rozkłada się powoli, a babcia, mamusia i tatuś do kamer robić wywiady. A jak! Do tego jeszcze wynajdźmy teorie spiskowe (też to kochamy, nieprawdaż?), że ojciec chciał mieć krew dziecka, aby stać się wilkołakiem! O taaak, miłość. Teraz dodajmy następną ukochaną rzecz – martyrologię! Postawmy pomnik dziecku, bo jako jedynie w wieku 6 miesięcy zmarło. Ja też chcę pomnik! Lepper też ma mieć pomnik, bo zginął. Jeszcze lepiej – jego zgon był medialny, to truchłem mogło się więcej osób pożywić.

                Smoleńsk, Smoleńsk, Smoleńsk. Matko, jak to pojęcie już jest wypaczone. Przykład? http://www.kominek.tv/2012/02/lech-kaczynski-upozorowal-wlasna-smierc/ Polecam komentarze.

                Jeszcze do tego wszystkiego pizgawica na dworze, mróz po twarzy ścina.

                Jak żyć? Jak najdalej stąd.

środa, 01 lutego 2012
LIII kawa - Pochwała Człowieka.

 

2012-02-01

                Czytelniku. Istoto ludzka, która jest zarazem najgorszą, jak i najlepszą rzeczą, która się temu  światu przydarzyła. Jesteś najlepszą rzeczą, jaka mi się na tym świecie przytrafiła, nic ponad Tobą.

                Dzięki Tobie i Twym myślom kreuję swoje skrzywienie, napędzam umysłu młyn. Tyś tym, co niszczy me serce, które bez Ciebie bić nie umie. O, jednostko, która buduje sieć powiązań wspólnych, tworzy więzi, wymienia informacje. Chyba muszę podziękować za to, że jesteś.

                Weszliśmy na stosunkowo patetyczne tony, nieprawdaż? Myślę jednak, że potrzebne to było. Dlaczego? Jak inaczej mógłbym mówić o Tobie? Chciałbyś, chciałabyś, być inaczej traktowanym, niż z szacunkiem? W moim świecie nie. Od Was zbierałem kolorowe szkiełka, którymi wykładam przeźroczyste ściany własnego zakątka mentalnego. To z Wami biorę nauki od życia, które nauczyło mnie, że szacunek do Ciebie jest rzeczą nadrzędną. Oczywiście nie jest to wieczne, można to stracić, albo otrzymać jedynie na płaszczyźnie bytu, a nie kreacji z charakterem. Niektórzy zasługują na więcej, inni na mniej, ale zawsze.

                Brakuje mi kilku elementów sprawnego funkcjonowania w społeczeństwie, ale może i to dobrze. Nie hołubię grup, wielbię jednostki. Wiedz, że uważam Cię za osobę wspaniałą, nawet jeśli się nie zgadzamy, nie znamy bardzo, czy po prostu nie pałamy wzajemną sympatią. Jesteś pięknem i wrzodem tego świata. Trzeba to wykorzystać i mieć na uwadze. I jak taki wrzód ma tyle wdzięku, tak fascynuje, nie wiem. Przytulić jednak chcę każdego po kolei. Boś zasłużył.

                Właśnie Ty, Czytelniku, napsułeś mi najwięcej krwi, to Ciebie kląłem i odrzucałem. Nad Tobą się rozpływałem i chciałem jedynie dla siebie.

 „Ludzie postępują nierozumnie, nielogicznie i samolubnie – kochaj ich mimo wszystko”.           –Matka Teresa z Kalkuty

                Wiesz. Niezależnie, czy świat Ci po dupie daje (bo on od tego jest), czy to inni Cię męczą (i będą to robić do usranej śmierci), czy jeszcze inne rzeczy się dzieją. Niezależnie od wszystkiego, jesteś cudem. Mimo wszystko, to ja dla Ciebie jestem, nawet jak sobie nie zdajesz z tego sprawy, albo tego nie chcesz. Jestem i będę, jak będzie trzeba, to kopnę Cię, żebyś spiął pośladki i ruszał do przodu, albo przytulił, gdy będzie gorzej. Kiedy indziej Cię zkurwiam, takie życie. Niestety.

                Popatrzmy po sobie wzajemnie. To właśnie w nas samych jest odpowiedź na wszystko, uniwersalne remedium. To właśnie my wzajemnie sprawiamy, że świat się staje mniej niewyraźny, mówiąc po prostu: chujowy. Wzajemnie patrzmy na siebie i doceniajmy, bo tylko tutaj jest ratunek i ukojenie.

                Czasami nachodzi ochota na to, aby zamknąć się gdzieś, gdzie jest ciemno, z butelką alkoholu, jakąś muzyką ewentualnie. Jednak, żeby nigdy to nie było w samotności. Bo bez innych pożeramy samych siebie.

                To właśnie Wy wzajemnie powstrzymujecie i mnie, i siebie, przed autodestrukcją.

                Żałuję, że nie umiem napisać tego, jak Kaczmarski.