Kategorie: Wszystkie | Hyde Park | Kawy | Poezja | Proza
RSS
czwartek, 22 grudnia 2011
XLIV Kawa - Bóg-Wariat.

 

2011-12-22

                Dzisiaj taki dzień dziwny stosunkowo. Pożegnał się człowiek z Lublinem na czas świąt, zostawił kupę energii za sobą. Fascynujące jest to, że jak ja nie jestem w stanie składać konkretnych życzeń, to z reguły dostaję dość określone, z pewnym wydźwiękiem. Prawdę mówiąc z takich słów można wiele wczytać. I nie mówię już o tym, że wtedy ludzie niby są szczerzy. Są inne, bardziej subtelne oznaki. Zauważyłem; wśród ludzi uważany jestem już za człowieka „skrzywionego”, niezależnie od wieku, płci, zajęcia. Nie neguję. Skrzywienia są dobre. Pamiętajmy, że przecież człowiek szary, to człowiek nudny. Absolutnie zabraniam Wam, czytelnicy, być szarymi. Szaleństwo i chaos umysłowy powinien towarzyszyć nam na co dzień. Takie „odstające” jednostki wywołują miliony emocji. Za każdym razem jak obserwuję takowe indywiduum i jego otoczenie, widzę, jak kreowany jest zarówno podziw, jak i dystans. A jakie emocje wywołują wszelacy ludzie u Ciebie?

                Możliwe, że część osób, które mniej-więcej mają świadomość moich poglądów, zdziwiła się widząc jaką piosenkę zamieściłem przy tym wpisie. Jednakże chciałbym odpowiedzieć na utwór, a nie go wspierać. Dostajemy pytanie o sytuację, kiedy Bóg jest jednym z ludzi, których to tak licznie mijamy na ulicy. Ja powiadam, że tak właśnie jest. Ponieważ Bogiem jesteś Ty, jestem Ja i są wszyscy, którzy istnieją na tym świecie. Kreacja wywodzi się z czynników ludzkich, składamy nasze osobowości i siły, aby zbudować coś nowego. Tak, jak powiedziane jest w piosence Paktofoniki: „Jestem Bogiem, (…) Ty też jesteś Bogiem, uświadom to sobie.” 

Może więc, zamiast szukać Wszechmocnego w przestworzach, najpierw znajdźmy boski pierwiastek w nas samych. Zachwyćmy się wspaniałością drugiego człowieka, doceńmy jego wkład w obraz świata.

Konkluzja? Bądźmy Szalonymi Bogami.

niedziela, 18 grudnia 2011
XLIII kawa - Lublin. Jego architektura.

 

2011-12-18

                Lublin nocą  jest miejscem diametralnie różnym od tego, które widzimy na co dzień. Inni ludzie, światła, dźwięki. Inne myśli. Człowiek czasami potrzebuje pospacerować po nocnych uliczkach, omieść wzrokiem błyszczącą panoramę, śpiewać do księżyca. Potrzebujemy maści na nasze dusze, a jak je osiągniemy to nasza sprawa. Możemy skakać po kamieniach na wzgórzu, recytując poezję, biegać po Starym Mieście z pasażerem siedzącym na barkach, czy też po prostu stojąc, będąc omiatanym przez wiatr. Każde serce ma pragnienie, ukryte, lub nie, aby puścić ducha na inne tory, niż zazwyczaj.

                Zawsze mówię ludziom, którzy pytają mnie o piękno miast, żeby czasem spojrzeli ponad linię prostą, rozciągającą się od ich oczu. Proszę, aby stanęli, unieśli wzrok i chwilę się zastanowili. Ostatnio spojrzałem ponad szyld kawiarenki „Nescafe” na Krakowskim Przedmieściu. Tobie, czytelniku, też radzę. Oglądając tamten element architektury, zastanów się, czy jest to Lublin, jaki znamy na ogół. Raczej nie, a przecież to ani nie znika, ani nie zmienia położenia. Jest takie samo, jak reszta, bardziej „codziennych” zabudowań. Wczoraj, wędrując wzrokiem po spękanym budynku, zatrzymywałem się na każdej wyrytej tam twarzy. Pozornie takie same, ale dla mnie każda posiada własną historię. Jaką? To trzeba odkryć samemu.

                Dlaczego lubię architekturę, cenię sobie otoczenie? Bo są to rzeczy względnie stałe. Nie znikną z dnia na dzień, od tak. Są to murowani świadkowie minionych dni, jednostek i narodów. Każda cegiełka przesiąknięta miastem i jego mieszkańcami, nie zawsze chlubnymi. Wśród zimnych murów myśli mogą płynąć bez przeszkód, co swoją drogą czasami jednak jest wadą. A cieszyć się trzeba z małych rzeczy, takich jak elementy budynków, bo inaczej zgnijemy w oczekiwaniu na „te wielkie zachwyty”.

sobota, 17 grudnia 2011
Poezja - List.

Odkopane z odmętów dysku.

 

 

List.

 

 

 

Czyż waćpanna za mąż pójdzie?

Me pytanie brzmi.

Bo w gorączce

I boleściach

Twoje lico śni.

Anioł wdzięków Wam zazdrości.

Względów szukam ja.

Diabeł kusi siłą pobrać.

A mi serca żal.

 

U mnie pałac

Stajnia wielka,

Grodów pięknych szlak.

Atłasami ściany zdobię

Na nich krwawy mak.

Służka rano Was ubierze,

Wodę poda Wam.

Żeby dłoniom delikatnym

Oszczędzono szram.

 

Gońca z godłem Wam posyłam

Ma on złota dzban.

Niech się Panna w to przystroi

Jeśliś miła nam.

Futro z króli

Lisia kita

Koni osiem par.

 

Przyjedź do mnie,

Moja miła,

Daj nadziei brzask.

Abym duszę mógł nacieszyć,

Ojcu synów dać.

Bom kawaler jest niezwykły,

Wielkiej ziemi pan.

Chociaż ludźmi tu sprawuję

Brak mi takich dam.

 

Racz mi Panna

Miodu lać,

Racz mi Panna

Miłość dać.

W moim dworku wolno żyjąc

Wśród dobrodziejstw mych bez miar.

 

Nad odmową się zastanów

Wtóry przyjdę ja.

Jeno wtedy Diabeł ze mną

Nie ze złotem dzban.

Boga w tyle pozostawię.

By nie sądził czynów mych.

Lecz sam nie wiem kogo słuchać

Dane będzie mi.

 

List ten kończyć żem zmuszony.

Gońca wysłać Wam.

Niech nowinę dobrą zniesie

Pod mój zacny dach.

Oczekiwać tu ja będę

Pani w futrze mym.

By wraz z ojcem swym szanownym

Rękę dała mi.

czwartek, 15 grudnia 2011
XLII Kawa - Maska. Ludzie.

 

2011-12-15

                Jakby tu zacząć. Nie idzie pisanie. Może pomyślmy nad zjawiskami społecznymi w oparciu o Ciebie. Mam herbatę waniliową Herbapolu. Smaczna, nawet bardzo.

                Pierwsza, żelazna zasada: nikogo nie obchodzisz. Nie łudźmy się, tak naprawdę, to zawsze jesteśmy sami, zamknięci w swym wewnętrznym świecie. Wyobraź sobie. Z dnia na dzień znikasz. Ktoś tam to zauważy, ale z czasem i tak przestanie to być ważne. Powiedzcie szczerze, ile zastanawiacie się nad uczuciami innych, tym, co myślą, jaką mają sytuację w domu. Jak często odwiedzasz groby zmarłych, wspominając wspólne chwile, analizując osoby. Dla mnie, jeśli zależy nam na ludziach, to trzeba być dla nich, nie dla siebie. Co to oznacza? Podam przykład: zły dzień? Znowu dostaliśmy po dupie, mamy wkurw. Starajmy się jednak nie okazywać tego. Bo kogo to obchodzi.

                Pomyślmy przez chwilę. Dla osoby postronnej, ale mającej z Tobą kontakt, czy przyjemniejsze w skutkach oddziaływanie będzie poprzez obecność Ciebie jako istoty emanującej złą energią, czy jednak próbującej wykrzesać z innych jak najwięcej? Ja jestem zdania, że jedyne swoje istnienie mogę uwarunkować pod ludzi. To dla nich, dla kreowania pozytywnych wpływów na innych. Jednostka się nie liczy, kiedy jedna, może pomóc tłumom. Tłumów jednostka nie obchodzi, ale ta właśnie osoba, z głębokim uczuciem do tego motłochu, może przekazać mnóstwo pozytywnej energii. Taki troszku pierdolony martyrologizm.

                Na maski wszyscy klniemy. Klnę i ja, chociaż nie jest to buntowniczy, młodzieżowy głos, jakim wołałem jakieś trzy lata temu. Kiedyś miałem nawet napisany tekst traktujący o tym. Usunąłem. Jednakże, co pamiętam : „Godzina 12, uśmiech nr. 6”. Skryte, wykreowane oblicza są błogosławieństwem i przekleństwem społeczeństwa. Zależy jak używane. Dla mnie jest to narzędzie potężne. Możliwość wykreowania tego czegoś, co będzie w stanie oddziaływać na jednostki w pozytywny sposób, nawet, jeśli jest to materiał przepuszczający energię w jedną tylko stronę. Używamy tego, bo się boimy, jesteśmy słabi, pragniemy potęgi, którą przez to zdobywamy.

                Załóżmy maski, zdejmijmy maski. Obnażmy gołe ciało, zderzmy się z betonem. Brońmy serc wrażliwych, płaczmy, myjąc farby.

                Znowu gówniany wpis. Trzeba wreszcie ogarnąć dupsko. O ogarnianiu też kiedyś muszę napisać. Chcę.

niedziela, 11 grudnia 2011
XLI Kawa - Wędrujący Jeremiasz.

2011-12-11 

Dzisiejszy powrót do Lublina z początku niczym się nie różnił. Ścisk w busie, korki na remontach. Wysiadłszy na Ruskiej, ruszyłem ku przystankowi. 20 minut do MPK`a. Eh. No cóż, ruszę dupsko i przejdę się z Lubartowskiej, przez Krakowskie Przedmieście, pokontempluję. Lekki, zimny wiatr smagał mi policzki, a wzrok wędrował od szczytów kamienic, po twarze nielicznych przechodniów. Dość cicho, relaksacyjnie. Ostatecznie stanąłem naprzeciwko Poczty, spojrzałem na zegar znajdujący się na szczycie budynku, a następnie na rozkład. 10 minut. Poczekam, w międzyczasie posłucham, poobserwuję. Ale o tym konkretniej kiedy indziej.

Dość szybko zauważyłem chłopaka, może 22 lata, w długim, oliwkowym płaszczu wiosennym, z plecakiem turystycznym, telefonem w dłoni i niepewnym wyrazem twarzy. Zwał się Jeremiasz, po jakiś 5 minutach podszedł do mnie i spytał, czy mógłby skorzystać z mojego telefonu, bo jego coś się psuje. Był z Radomia i miasta nie znał za bardzo. Przyjechał tam do kogoś, nieważne. Wysłałem sms`a do jego znajomego z poleceniem oddzwonienia na numer nowo poznanego człowieka. Ten podziękował i oddalił się. Jednakże odpowiedź przyszła na moją komórkę – nie dało się dodzwonić. Podszedłem więc, zadzwoniłem razem z nim, umożliwiłem komunikację.

Miał się dostać na Smyczkową, ale najpierw kościół na Poczekajce. Poinstruowałem go i pożegnałem, życząc szczęścia. Mam nadzieję, że dotarłeś, Jeremiaszu, na Smyczkową, zdobyłeś telefon zastępczy i nie zostałeś pobity.

Podróżujemy. Wędrujemy po mapie naszego życia, przecierając szlaki i chodząc po nich po raz n-ty. Stawiamy znaki, aby ponownie się nie zgubić w tych stronach, szukamy śladów innego człowieka. Zobaczywszy odcisk stopy w miękkim podłożu egzystencji, zaczynami podążać tropem, nawet, jeśli zataczamy koła, wpatrzeni we własne ślady. Czasem mamy pragnienie wsiąść w pierwszy-lepszy autobus, przejechać się po mieście bez większego celu. Dla samej istoty przemieszczania. I tak, jak nasze ciało porusza się, tak samo nasze myśli, emocje, uczucia, egzystują, kreślą własne ścieżki, nie zawsze zależnie od nas.

Mam nadzieję Jeremiaszu, że dotarłeś na Smyczkową, nie marzniesz, ani nie głodujesz. Że zawinąłeś do jednego z wielu bezpiecznych portów.

 

 

 

Kilka minut po opublikowania tego wpisu zauważyłem notkę o tym, że nie tylko mnie wzięło dzisiaj na tematy związane z podróżami. Kilka sekund temu w sieć został wrzucony następujący tekst: http://www.kominek.in/2011/12/tylko-odwazni-potrafia-uciekac/ miłej lektury :)

wtorek, 06 grudnia 2011
XL kawa - Kocham.


2011-12-06

   

            Na dworze już mamy mróz, 3 maja ciągle w remoncie, a ja doświadczam jedynie „ciemnej” części dnia. Drugi już wieczór ma minąć pod znakiem dzbanka zielonej herbaty – od kawy się odzwyczajam, piję sporadycznie, wtedy, kiedy trzeba. Muszę jakoś wypośrodkować. Kawa pobudza moją sferę choleryka, a natomiast herbata, melancholika. Obu panów za bardzo nie lubię. No, ale miałem zamiar napisać o czymś innym.

                Dzisiaj o kwestii emocjonalno-pojęciowej. Miłość i magiczne słowa „kocham Cię”. Zacznijmy od tego ostatniego. Myślę, że dobrze wytłumaczył to Kominek. Pomimo tego, że nie zgadzam się z nim w wielu kwestiach, to jednak to zjawisko zostało opisanie odpowiednio. http://www.kominek.in/2011/07/kocham-piekne-slowo-ktorego-ode-mnie-nie-uslyszysz/. Tak, właśnie tak myślę. By móc powiedzieć sakramentalne „kocham Cię”, to trzeba do tego dojrzeć we wszystkich aspektach. Po utworzeniu związku, przeżyciu chwil, kiedy to razem bluźniło się Bogu, wyzwanie Szatanowi rzucało. Po przejściu przez ucho igielne, będąc wyplutymi przez Charybdę, przeżutymi przez społeczeństwo, zmieszane z gównem, które wzajemnie z siebie trzeba było zlizywać. I z czasem, po latach, wtedy nadchodzi chwila, gdy wypowiadamy słowo mające moc tysiąca młotów trzaskających boskie czaszki aniołów.  Bo czym jest miłość? Uczuciem, którym obdarowujemy. Kogo? Osobę ukochaną zapewne. Ale kiedy wiesz, że jest to właśnie to, a nie zauroczenie, fascynacja, czy coś innego? Ja nie jestem na chwilę obecną sobie wyobrazić jak miłość czuje. Bo tyle przed człowiekiem dróg, chmur i grobów. Za dużo, aby o takich rzeczach mówić. Dlatego właśnie na pytanie ludzi młodych „czym jest miłość” odpowiadam, że tego dowiemy się z czasem. „Kocham ją/go” – nie kochasz. Ostatni cytat zawsze wywołuje u mnie pewien rodzaj uśmiechu. Bo wyjaśnienie pojęcia „miłości” w okresie lat chmurnych i durnych, a nawet późniejszych, jest pewna analogia. Wyobraź sobie, że umiesz jedynie dodawać i odejmować. Nic więcej nie znasz, nie słyszałeś, czytelniku, o jakichkolwiek innych obliczeniach. Nazywasz więc tą dziedzinę wiedzy, jako „matematyka”. I dla Ciebie właśnie to i tylko to jest miłością. Jednak za chwilę przychodzi profesor po studiach ścisłych i pokazuje, że byłeś w błędzie. Bo Twoje perspektywy były wąskie, doświadczenie małe. „Czy istnieje miłość w młodym wieku?” – nie w moim wymiarze postrzegania świata, to nie jest prawdziwe, jesteśmy świadkami jedynie zjawiska uczuć pochodnych, przejściowych, słabszych. Prawdę mówiąc, to nie mamy słowa określającego stan dużego przywiązania i sympatii, silniejsze od „lubię”, nie tak święte, jak „kocham”. Osobiście nie lubię używać słów „mocnych”, ba, niektórych w ogóle nie używam. Tracą one dla mnie moc. W ogóle jestem zwolennikiem drogi życiowej, w której nie nazywamy wprost tych silnych uczuć. Czym to skutkuje? Zawsze mamy otwartą nieograniczoną liczbę drzwi, niezliczone połaci terenu, które możemy obsiać. I właśnie, kiedy będziemy już poza naszym światem, patrzeć na nasze życie, nagle wskażemy palcem z głosem „O! To była prawdziwa miłość, to właśnie było uczucie najpełniejsze, jak tylko byłem w stanie wypełnić, przez cały swój byt!”. I nie mówię już teraz tylko o miłości. Tak jest ze wszystkim. Perfekcja, ideał jest upośledzeniem. Bo gdzie jest możliwość rozwoju, doskonalenia? Nie ma, koniec. A przecież przez wszystkie te lata, dążymy do wypełniania, dobudowywania! Człowiek sumą doświadczeń. Wszystko nas kreuje i pozwala nam poszerzać nasz duchowy świat, obsiewany ideami, uczuciami nienazwanymi, dźwiękami, widokami. Wszystkim. Ale zmysły i światy zostawmy, to tematy na inne dni. Dzisiaj mówię jedynie: uczucia ewoluują, więc nie ograniczajmy ich pojęciami.