Kategorie: Wszystkie | Hyde Park | Kawy | Poezja | Proza
RSS
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
LXVI Kawa - O niuchaniu słów kilka.

 

2012-04-22

                Czym jest węch, jak nie najmniej „zauważanym” zmysłem? Przypomina nam się on w sytuacjach ekstremalnych, kiedy zapach jest intensywny. Jednak jak z nim jest na co dzień? Skupiłem się na tym przez ostatni weekend.

                Wyjechałem z Lublina w miejsce o świeższym powietrzu. Zapach betonu w mieście się zmienił Naprawdę. Subtelne zmiany, a jednak kreujące całokształt. Trochę dalej z miasta, pod domem rodzinnym – świerki przy akompaniamencie roślinnej wilgoci. Wchodzę do budynku, znowu co innego – każdy dom ma swój charakterystyczny zapach, ba, czasami nawet każdy pokój ma swój charakter! Dziwię się, że po dwóch latach bycia przelotnym gościem, dopiero teraz zacząłem doznawać aromatu ścian mojego pokoju z lat bardziej młodzieńczych. Wieczorem, podczas marszu z miasta, idąc przez kończące się miasto, następnie wzdłuż rzeki, przecinając łąkę, czy po prostu po prostej drodze – tyle różnych aromatów. Noc bezwietrzna, a mnie otulają coraz to nowe zapachy.

                Wróciłem do Lublina, pierwszą reakcją było zdziwienie, że powietrze jednak gryzie, a bliżej mieszkania łączy się z młodymi kwiatami, tworząc dość duszną atmosferę. „Dobrze, że nie jestem tu dla zapachów” – pomyślałem. Dobrze, że Wy, ludzie, jeszcze jesteście częściami moich schizów. Pewnie, consuetudo altera natura – przyzwyczajenie drugą naturą człowieka – dzisiaj mnie ruszyło, jutro znów nie będę świadom tego wszystkiego. Dlatego właśnie łapiemy momenty, które nam się na życiorys złożą.

                Kuriozum jest, że na co dzień nie zauważamy zapachów, a jednak jak człowiek odpowiednio zaprogramuje sobie umysł, to stają się one nieodzownym elementem zdarzeń. Pal licho, że tymczasowym, dopóki się nie przyzwyczaimy i zapomnimy. Pamiętajmy, że jednak są i czasem warto spróbować je poznać.

                Na zakończenie chciałbym znów załączyć jakiegoś TED`a. Również nawiązuje do zmysłu, na który mało zwracamy uwagę, tutaj akurat mamy o słuchu – zamknijcie czasem w takim mieście oczy i całkiem skupcie się na dźwiękach – ciekawie jest.https://www.ted.com/talks/lang/pl/julian_treasure_5_ways_to_listen_better.html

czwartek, 12 kwietnia 2012
LXV Kawa - Poświąteczny wywóz na Syberię.

 

2012-04-12

                Po cholerę mi obiad, gdy mam kawę?

                Po świętach tak się złożyło, że postanowił człowiek do Lublina wrócić szynobusem. Pal licho, że dłużej jedzie – przy stanie remontu drogi i tak będę szybciej, a do tego taniej i wygodniej! Entuzjazm mój począł opadać, gdy na peronie poczęło zjawiać się dość dużo ludzi. „Oj tam” – pomyślałem, przecie stoję na drugim w kolejności przystanku. Oj myliłem się. Z użyciem buta, brutalnej siły i naporu osób będących za mną, udało mi się nawet dostać do środka pociągu. Ścisk jak podczas wywózki na Syberię, klimat o dziwo w stylu Kolei Transsyberyjskiej. Fakt, znaczną większość w pociągu stanowiła młodzież w wieku około studenckim, studenckim i lekko poststudenckim.  Mnóstwo hipsterów z Zamościa, ale nawet z niektórymi z nich dało radę pogadać.

                Torby między nogami, ułożone w wieże wokoło nas, ludzie leżący na sobie, kurs niewyobrażalnie opóźniany; następne przystanki skutkowały jedynie niekontrolowanym wysypem ludności znajdującej się bezpośrednio przy drzwiach, okraszone słowami „Miejsc już nie ma! Na ostatnim przystanku zostawiliśmy już z 50 osób! Proszę się nie pchać, bo nie da rady!”. Najbardziej rozbawieni byliśmy w momencie, kiedy jednak taki uparty ktoś próbował jednak wcisnąć się, docisnąć do zbitej masy pasażerów. Niekiedy owocowało to niemożliwością zamknięcia drzwi automatycznych – pociąg zaczynał nabierać prędkości, a w oczach delikwenta pojawiało się przerażenie, spowodowane nasilającym się powiewem. Ale i wtedy nie wyskakiwał! Dopychał się jeszcze bardziej, wchodził na innych pasażerów. Ludzka nieustępliwość, to jest fenomen!

                Najważniejszy był jednak klimat. Wyobraźcie sobie sytuację, gdy cały szyno bus wypełniony jest wesołymi rozmowami, żartami. Sytuację, gdy nawet Pani Konduktor daje się ponieść aurze i żywo dyskutuje z dwoma studentami popijającymi piwo. Po co bilety, zasady bezpieczeństwa, czy jakikolwiek ludzki rozsądek? To  wszystko jest zbędne w obliczu tak intensywnie skumulowanej pozytywnej energii? Po co to wszystko, gdy można przecież śmiać się, gdy podajemy sobie z rąk do rąk, nad głowami, pieniądze, bagaże, a nawet pasażerów (akurat jedna dziewczyna nie była w stanie przecisnąć się do wyjścia, to trzeba było wspomóc koleżankę).

                W sumie jechaliśmy 1h 40min (zamiast godziny), ściśnięci, z pogniecionymi bagażami, uśmiechami na twarzy. Niektórzy z Lublina wybierali się dalej – do Warszawy, Poznania. Podejrzewaliśmy, że tamte relacje będą równie przepełnione, co nasza, malutka Zamość-Krasnystaw-Lublin. Mam nadzieję, że wszyscy jednak się zmieścili. Może nawet znaleźli lepsze miejsce, niż w toalecie na spłuczce i muszli (pozdrawiam moich nowopoznanych znajomych, co jechali tak 6 godzin, jestem pełen podziwu!). W takim klimacie, środowisku, to mógłbym jeździć zawsze. Potem nawet ewentualne siniaki, czy obolałe kończyny nie dają o sobie znać. Jakby tak usunąć z tego wszystkiego cały ten tłok, to z chęcią chciałbym taką atmosferę zaimplementować do naszego lubelskiego MPK.

wtorek, 03 kwietnia 2012
LXIV Kawa - Stare Miasto.

 

 

2012-04-03

                Zaszedł do teatru. Bo znajomi grają, bo znajomy woła. Nawet kawa była – wieczorna, aczkolwiek pierwsza tego dnia. Obejrzał, powtórnie przeanalizował i nawet udzielił wywiadu ­ powolutku nawet się przyzwyczaja, płynniej się mówi. 19;99 pana Arbaczewskiego i III LO w Lublinie lubią to, co robią, pracują nad tym, co przedstawiają, bawią się tym, co grają.

                Zaszedł nawet do Teatru Starego, trzeba przecie obejrzeć nowy-stary Lublin. Przyjemne wrażenie, jedynie zastanawiają długie schody do toalety dla niepełnosprawnych. Prosto, schludnie, mając w pamięci przeszłość.

                Wyszedłszy, skierował kroki w mniej-więcej nieznanym kierunku. Dyskutując o sztuce, teatrze, Lublinie, Starym Mieście, które dane było poznać na nowo. Zakamarki, których nie widać, a klimat swój posiadają, miejsca które obejrzawszy w ciszy, podsumowuje się skinięciem głowy. W jednym z takich miejsc siadł człowiek, porozmawiał przy butelce piwa – jak dwóch facetów się spotyka, to wypada, zwłaszcza, jak tematyka nie jest błaha, a fundusze bogate. Pragnienie kultury, podziw dla jej rozwoju, plany i wspomnienia. I ta cholerna nostalgia. „Wiesz, rok temu siedzieliśmy prawie w tym samym miejscu, był X, Y, miliard innych. A Z była? Nie pamiętam, to było tak dawno.”. Dzieje dodające klimatu miejscom. Szło się więc dalej, analizując architekturę Starego Miasta, zaglądając do okien i snując przyszłe plany. Och, o Stare Miasto, dużo oferujesz, nawet nie wiedziałem.

                Może piosenka tytułowa przedstawia nie ten czas, nie to miejsce, ale jakoś jedno wiąże mi się z drugim. Magia istnieje. To ona nas nakręca. Nawet w Lublinie. 

poniedziałek, 02 kwietnia 2012
LXIII Kawa - Ja. Ideał.

 

2012-04-02

 

Jestem ideałem.

Nie uczę się, bo wszystko wiem i więcej poznać się nie da.

Nie dyskutuję, Twoje poglądy mogą być jedynie wypaczeniem moich.

Nie jestem gruby, chudy, wysoki, czy niski. To Ty przyjmujesz postać mej karykatury.

Taki ktoś jak ja nie posiada dumy, pychy. Jest to jedynie nazwa nadana przez Was, o zawistni.

Mówisz coś do mnie, czego chcesz? Zapoznać się? Zbliżyć? Nie dla Was, o prości, majestat.

Pragnąłbym, żeby dane mi było zaznać przyziemnych trosk. Pragnąć nie mogę, jam ideał.

Perfekcyjnie porzucam emocje, w balansie trwam, bez wahań.

Jestem ja i to się nie zmieni. Stoję tak, jak stoję, lepszy nie będę.

Jestem ideałem.

niedziela, 01 kwietnia 2012
LXII Kawa - Chaotyczny wycinek psychiki.

               

2012-03-30

               

                Dziwny jestem człek. Mówię sobie „tym razem oleję, dam sobie spokój” . Nie idzie. Co mnie tak ciągnie do tych happeningów, eventów, ludzi? Tyle  pozytywnej energii, którą można się wymieniać uzależnia w pewnym sensie. Po co mi pić, ćpać, cokolwiek robić, jak mam ludzi, którzy równie dobrze działają na mnie? Autonaćpanie. Cieszę się, że nie mijam tych ludzi bez wpływu, staram się pozostać barwnym. Mnie miałkie osoby nie fascynują, to czemu taki ja flegmatyk miałbym być ciekawym obiektem? Mogą nazwać mnie pajacem, dziwakiem, wariatem i milionem innych określeń. Wiele słyszałem takich określeń. Miło mi, jestem świr.

                Tak mnie w jednym momencie złapała zwiecha. Miałem do opisania trzy tematy, nie mam żadnego. To dajmy coś w zastępstwo. Mam ostatnio fazę na Wysockiego. Słucham oryginałów, przełożeń na język polski, w wykonaniu wielu wykonawców. Przez Niego zostaje w ciekawy sposób pokazana Rosja i ten pierwiastek, który sprawia, że ludzie się w niej zakochują. Miliard złych rzeczy, a te malutkie cząsteczki, które tak przyciągają i inspirują.  Ostatnio byłem na spotkaniu z Jackiem Hugo Baderem. Reporter Gazety Wyborczej, człowiek chłonący Rosję całym sobą podczas każdej wizyty.  Potwierdził on moją tezę. Trzeba obserwować, jak najdokładniej. Dostrzegać malutkie rzeczy i się nimi zachwycać, bo to pozwala ujrzeć piękno wszędzie. Właśnie tak patrzę na Lublin, a ludzie się mi dziwią.

                Następna zwiecha, coś mi dzisiaj gwiazdy nie sprzyjają, znowu uciekły tematy.