Kategorie: Wszystkie | Hyde Park | Kawy | Poezja | Proza
RSS
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
LXXX Kawa - Wiosna, Polska, ach, to Ty?

                 

2013-04-13/15

                Chyba Polska, chwilę już tutaj żyję i wydaje mi się, że poznaję. Jak rozpoznanie wstępne mamy już za sobą, to chyba czas najwyższy tenże wpis zacząć. Ale w sumie co? Otóż pomyślmy o naszej kwestii narodowej. Jeśli to czytasz, to zapewne stąd jesteś, więc możesz spytać sam siebie – co to w ogóle oznacza? Czym dla mnie jest moje rodzime otoczenie?

                 Jakimś losowym rzutem tak się złożyło, ze komórka odpowiedzialna za Ciebie znalazła się w łonie jakiejś tam Polki. Czyli urodziłeś się i stąpasz po tej, a nie innej ziemi. Dobra, tyle. Mam być za to wdzięczny? Przecie jest to czysty przypadek, że akurat zostałem tutaj przyporządkowany i mogłem równie dobrze pojawić się na drugim końcu świata. To jest po prostu kawałek lądu, na którym zostałem poczęty, nic więcej. Jeśli tak jest, to jakim prawem (o zgrozo!) ktoś próbuje mi wtłoczyć w pamięć jakieś koneksje mojej osoby z przeszłością, przywiązać do kraju, przez środek którego biegnie sobie Linia T-T? Zostałem wykreowany z takich samych pierwiastków, z jakich powstali ludzie w takiej Ameryce, więc i tam jest kawałek mnie. Obywatel świata ze mnie. Jestem wszędzie, należę nigdzie.

                Jeśli jesteśmy wynikiem ogromnego rachunku prawdopodobieństwa, to w moim odczuciu docenić trzeba ten łut „szczęścia”. Szansa urodzenia się na świecie wynosi 1, więc mało wyjątkową osobą byłbym przyjmując postawę, żem „obywatel globalnej wioski”. Mi bardziej pasuje wersja o drzewkach genologicznych zakorzeniających się w danej dziedzinie egzystencji.  A takie ewenementy trzeba docenić.

                Inna kwestia, że dorastając pośród tych specyficznych, słowiańskich genów człowiek jeszcze bardziej zakorzenił się w daną kulturę i tok myślenia. I niech ktoś mi powie, że jest inaczej.

                O czym ja w ogóle mówię? O tym jakże wyświechtanym we współczesnym świecie słowie, jakim jest patriotyzm. Jestem osobą bardzo poirytowaną faktem zagarnięcia tego pojęcia przez polityczną prawicę, przez co kojarzone jest ono dość jednoznacznie. Bądźmy bogoojczyźniani, nienawidźmy Ruskich, Niemców, walczmy z lewakami sprzedającymi państwo Żydom i innym śmiertelnie groźnym nacjom. Żałosne. Takie myślenie jest ograniczone, pozbawione perspektyw, wręcz cofające w rozwoju.

                Pamiętam, jak znajoma opowiadała mi, że wzrusza się przy takim zaprzysiężeniu sejmu. Ale jak to, dlaczego, z jakiej racji? Proste. Dla niej pięknym zjawiskiem było, że istnieją ludzie, którzy są w stanie przysięgać na coś tak, wydawało by się, prozaicznego. Na ten nasz kawałek ziemi i ludzi żyjących na nim. Pal licho krytykę tego, co robią później. Skupmy się na samym fakcie. Zamiast wiary w spiski i wszechobecnych wrogów pokładajmy nadzieję w nacji, ludziach z podobnymi enzymami w organizmie.

                Powiadacie, że w państwie, jest syf, bród i ubóstwo, nie ma nadziei. Wyjadę, gdzie indziej na pewno jest lepiej, niż tu. Tak, mamy kupę problemów, temu chyba nikt nie zaprzeczy. Kwestia jest taka, że z tego, co mi wiadomo, to są nasze problemy. Mamy czekać, aż rozwiążą się same, albo ktoś inny się nimi zajmie? Uciekać zawsze można, często tak jest łatwiej. Jedziemy więc po mniejszej linii oporu, zamiast pomyśleć, zakasać rękawy i przyłożyć się do prostowania jakże poskręcanej polskiej rzeczywistości.

                Każdy ma swoje postrzeganie patriotyzmu. Jedni deklarują się, że pierwsi stanęliby na barykady, inni uważają to za puste pojęcie, jeszcze inni  widzą w tym pojęciu zjawisko doceniania otaczającej nas codzienności, regularnego płacenia podatków, czy stosowania się do prawa. Dla mnie to nie jest jedynie mówienie o pięknych wartościach i dumie narodowej. W moim pojęciu tego słowa wszystko zawiera się w szacunku i chęci działania. Tak najogólniej mówiąc. Resztę można podpiąć pod te dwa czynniki.

                Czym więc dla mnie jest pojęcie patriotyzmu? Cóż, uważam, że swoistego „ducha” mam czysto słowiańskiego. Lubię swój polski ogródek i w sumie chcę tu zostać. Lubię polskie browary, mięso i przyśpiewki przy kieliszku. Nie podoba mi się zachodni świat, a na wschodzie za duży burdel, by żyć. Uważam, że za duże dziedzictwo tutaj mamy, aby oddać to wszystko jakimś losowym ludziom i uciec. Wolę stać się częścią organizmu. Służba ojczyźnie? Byleby być człowiekiem, którego nie trzeba się wstydzić.