Kategorie: Wszystkie | Hyde Park | Kawy | Poezja | Proza
RSS
niedziela, 24 czerwca 2012
Poezja - Turpizm, erotyk?

 

Nie całuj mnie.

Gryź, zostaw zębów ślad;

Liż, wykręcaj mnie w ekstazie.

Czuj orgazmów smak.

 

Nie całuj mnie.

Rzuć się. Głodna

Wbij paznokcie, wydrap oczy,

Daj mi słodki ból.

 

Potrzebuję, pragnę, żądam

Przebić skórę. Słyszeć krzyk.  

Niech Czerwony będzie świat.

Gdy pragniemy się wzajemnie.

 

Otocz mnie żebrami,

Kiedy serce Twoje zjem.

 

Oddech mój                

A puls Twój.

 

W plątaninie

Kości, żył.

Nie całuj mnie,

Spokój daj.

 

Nie całuj mnie.

Pożądaj,

Chciej,

Kochaj perwersyjnie.

niedziela, 10 czerwca 2012
LXIX Kawa - Pojęć kilka i wkurwień. Zbieraj dupsko!

 

30-31.05.2012

                

A dzisiaj specyficznie. Piszemy serbskim, zdobionym długopisem, obok leży Herling-Grudziński, a myśli, które znowu w trudach formowałem, zniknęły. Trzeba wysilić się na nowo i znaleźć słowo-klucz.

                Na chwilę obecną-pogarda. Każdy gardzi innymi, na swój sposób, nie ma co się roztrząsać nad tym. Tu wspominamy o moich spostrzeżeniach i opiniach. Jak to się mówi – „Na dwoje babka wróżyła”, tak jest i w tym przypadku. Nie trawię osób np. stylizujących się na daną modłę i nie mówię tu tylko o ubiorze. Nie rozumiem takiego ograniczania się. Wiem, sami tworzymy sobie granice, aby było bezpieczniej. Może zazwyczaj nie chronią nas one przed światem zewnętrznym, ale doskonale ustalają nam linię, której nie możemy przekroczyć. Człowiek jest słaby, narzuca sobie ramy, aby czuć się pewnie w swojej strefie wpływów, całkowicie negując istnienie innych wymiarów. Narzucamy sobie dany tok mówienia, ubioru, zachowań, myśli. Napawa nas przerażeniem możliwość istnienia innej strony naszego poglądu.

                Nie mogę jednak jednoznacznie przekreślić tej idei – wielu osobom ograniczony świat najwidoczniej starcza, innym nie.  Sam mam granice: te, z którymi chcę walczyć i ewentualnie te ustawione w celu ochrony przed czynnikami zewnętrznymi. Te drugie to akurat lubię, świadomie je stworzyłem, ale w taki sposób, aby przepuszczały z jednej strony – ode mnie. Najwidoczniej wszystko za tą metaforyczną linią zostało uznane przeze mnie za nie tyle, co zbędne, a niebezpieczne. Umysł można zarówno zniewolić, jak i wyzwolić, kierować na coraz to nowe tory, szukać coraz to nowych idei, poglądów, kompilacji faktów. Jedyne co nas ogranicza, to my sami – po części spowodowane jest to ułomnością naszego ciała, ale również niechęcia własnego ego, duchowego ja, do rozwoju, do zmian.

                Mówiono mi jednak „okaż empatię, zrozum ludzi”. I rozumiem. Rozumiem na tyle, na ile sam jestem człowiekiem świadomym swego istnienia. Dlatego pomimo krytyki, rozumiem nasze ograniczenia, lęki i przekonania. Wszakże i ja je mam.

                No, ale może przejdźmy do czegoś, co mnie po prostu irytuje.

                Jedną z najbardziej psujących krew grup ludzi, są osoby, które po prostu potrzebują solidnego kopniaka w dupsko, aby się zreflektować, czy coś w tym stylu. Jęczy ci, płacze i użala się, szuka okrężnych definicji, brnie ślepo w bezmyślnie obranym kierunku. Tak, oni są biedni, potrzebują wsparcia, rozmowy, zrozumienia, ale ile można?! Niedługo, inaczej zaczyna nam się jakaś patologia A można by dużą część dylematów rozwiązać w sposób następujący: dajesz delikwentowi w twarz, po uprzednim uświadomieniu go o każdym aspekcie problemu, wykrzyknięcie „ogarnij się!”, a następnie siarczysty kopniak w pośladki. Może dzięki temu, ten osobnik zacznie działać, zrobi coś raz, a dokładnie, definitywnie. Takich ludzi często trzeba skląć, postawić przed brutalną rzeczywistością oraz widmem przyszłości – tym prawdziwym, a nie jego własnym, wykreowanym. Nie skutkuje? Cóż, może przypadek beznadziejny. Może czas olać marudę słowami „wróć, kiedy się ogarniesz, teraz zejdź mi z oczu”? Często najbardziej brutalne metody są najskuteczniejsze w takich przypadkach. Jednak nie zawsze, dlatego właśnie ważne jest rozpoznanie osoby z jaką mamy do czynienia. Do mnie nie przychodzi się użalać (chyba, że jest to tzw. Posiadówa zorganizowana w celu wylania, przez każdego członka spotkania, wszystkich smutków i żali przy stosownych dodatkach). Jeśli przychodzisz płakać, to chociaż wiedz, kiedy nastawić policzek. Co z tego, że z początku zostaniecie okrzyknięci mnóstwem przeróżnych epitetów o negatywnym wydźwięku, potem ludzie dziękują. Przynajmniej tak nakazuje przyzwoitość.

                Może jeszcze pokrótce o niezdecydowaniu. Jest ona zmorą dzisiejszych ludzi. Brakuje stanowczych, wyraźnych działań! Szukamy półśrodków, spulchniaczy, próbujemy wysłużyć się innymi. Jeśli już chcemy sterować ludźmi, to chociaż róbmy to dosadnie, dla konkretnej idei, by osiągnąć konkretny cel!

                Nie lubię miałkości, nudy, apatii, czy ignorancji. Czemu by tak nie próbować zniszczyć tych pojęć, głęboko zakorzenionych w ludziach?