Kategorie: Wszystkie | Hyde Park | Kawy | Poezja | Proza
RSS
wtorek, 24 lipca 2012
LXXI Kawa - To, czego chcemy.

 

2012-07-17

                Wszyscy pragniemy czegoś. Potrzeby są wpisane w nasze istoty. Punkciki do których chcemy dążyć. Tak, to jest bardzo odkrywcze, nieprawdaż? Jednakże zastanówmy się, czego te pożądanie dotyczy. Może i Ty sam, czytelniku, teraz weźmiesz kartkę papieru i coś do pisania. Zapewne już wiesz  co zrobić. Wypisz sobie to, czego chcesz. Albo przynajmniej miej to rozpisane w głowie. Jest? Dobrze.

                Teraz zacznijmy powoli analizować nasze notatki. Miejmy tylko na uwadze jedną, jedyną rzecz. I Ty i ja to zwierzęta w pewnym stopniu. Proste, wywodzące się z natury ludzkiej, potrzeby możemy skreślić. Większość pragnie być kochana w ten, lub inny sposób, nawet jeśli tego bezpośrednio się nie wyraża. Pragniemy szczęścia, sukcesów, bycia docenionym. Większość czynności i chęci ukierunkowujemy właśnie w tym kierunku. Wykreślmy to, bo to nie jest idea Ciebie. W tym momencie możemy zacząć myśleć nad tym, co zostało. Im więcej wpisów, tym ciekawsza osoba, tak w założeniu. Bo nie tylko odczuwa potrzeby „naturalne”, ale i personalne. Ewentualnie, patrząc z drugiej strony, możemy po prostu pragnąć mało, bo dużo do szczęścia nie trzeba, albo skromnie patrzymy na świat. Tak, czy owak, moją jedyną radą jest to, aby nie skupiać się na tym, co pochodzi od naszej, ludzkiej, natury,  a bardziej na tym, z nas.

                Zdani na siebie, na ziemskie życie i ludzkie decyzje, nasze rozkminy. Bo przecie w sumie to tam, w środku jesteśmy tylko my. No, nie licząc po prostu innych obrazów nas samych, tyle, że z innej strony. Więc w sumie to walczyć powinniśmy tylko z sobą, pokonawszy siebie, innych kruszymy wzrokiem. Przed nami pionowa ściana. Na jej szczyt wespniemy się jedynie po stercie zwłok nas samych, rzuconą pod nasze stopy. Zwyciężywszy odrazę i niechęć do truchła, zaczniemy doskonalić nas samych.

                Pozostaje nam pytanie co robić z tymi, co jednak pozostają w sferze czystej natury ludzkiej. W sumie, to przecie wszystko sprowadza się do prostych nitek, które wystarczy pociągnąć w odpowiednim momencie. Można nimi targać, podcinać, pielęgnować. To wszystko zależy jedynie od nas.  Od tego, czego pragniemy.

                Moją mentalną kartkę nawet zapisałem. Chociaż, tak w sumie, to duża część może sprowadzić się do swoistego Carpe Diem w Domanowym wydaniuWciąż nie mogę dojrzeć tych punktów, do  których bym dążył.

wtorek, 17 lipca 2012
LXX Kawa - Holendersko



2012-07-04 23:59

                Ano, jestem w Holandii od kilku dni, więc wypadałoby co-nieco napisać. Nieprawdaż? Od godziny już jestem w mieszkaniu, akurat po pracy; wystarczyło na ugotowanie obiadu i wypicie piwa; dobrze nawadnia człowieka. Pokój metr na dwa i pół, dwa materace i lustro wiszące. Na więcej nie starczyło miejsca. Torba pod rusztowaniem materaca, dość ciasno, ubrania wyciągam na ślepo. Jednak nie jest źle. Jeśli nie pada, to okno otwarte, a jeśli już deszcz się pojawi, to jest wystarczająco zimno, że duszno już być nie musi.

                Od Holendrów można się tyle samo nauczyć, co i potraktować jako przestrogę. Wakacyjna szkoła życia. Kultura jazdy i zachowania na drodze. Tak samo wkurwia, jak i zadziwia. Elektryczne znaki drogowe, jezdnie „jednopasmowe”, nawet jeśli droga dwukierunkowa. Po prostu bazujemy na grzeczności i uprzejmości. Czasami jedynie pozornej. Jednakże do  jesteśmy zmuszeni, gdyż drogi miejskie mają po obu stronach swoiste zwężenia, między którymi może przejechać tylko jedno auto.  Inne znaki, inna sygnalizacja. Wszystko inne, nawet robotnicy siedzą po nocach, kiedy nie ma ruchu, aby roboty przeprawić. Dość duży kontrast w porównaniu do naszych małych roboli koło Piasków, którzy rozbijają sobie grilla i grzeją dupsko w słoneczku. Kuhwa, tu miasta mają wybrukowane jezdnie, a międzymiejskie drogi są idealne, bez jednej dziury. Jedna jezdnia, zakaz wyprzedzania.

                A co ze słynnymi rowerami? Ja już wiem dlaczego są tak słynne. Pieszy tutaj to ewenement. Nawet chodników nie ma, jedynie ścieżki rowerowe. Kiedy idziemy np. do sklepu, to kolumny jeźdźców obdarzają nas zdziwionym wzrokiem. Nie jest ważne, czy jest to dzieciak nastoletni, czy babka stara, każdy jeździ, przeważnie, na podobnym rowerze. Prosta rama, praktycznie „damka”, czarny, z koszykiem albo bagażnikiem. Swoisty sposób na życie. I ja to popieram, taką krajową specyfikę, która nie tylko jest, ale i się przydaje.

                Wbrew pozorom, to do czynienia miałem z niewieloma Holendrami. Jednakże z tego, co obserwuję, to zauważam, że jednak jest duży podział na rdzennych mieszkańców, a obcokrajowców. Holendrom można o wiele więcej, niż nam. Dokładnie widać to w pracy. To, za co ja byłbym ojebany, to im nie dzieje się nic. Cóż, mają prawo. My sobie poradzimy. Musimy i tak też zrobimy.

                Jak z mieszkaniem? Jak na stancji, tylko ciaśniej. Zdani na siebie i tylko na siebie. Da się przeżyć, można powiedzieć, że nauczono mnie tego. Doświadczenie. No, inna kwestia, że widujemy się różnie, zmiany w pracy, a po robocie obiad, piwo, spać. Alkoholik pierdolony. Jeszcze nie, aczkolwiek piwo po pracy jest przecie milutkie. Wracasz spięty i zmęczony, to łapiesz swoisty masaż i tabletkę nasenną. Jutro przecie nie musisz się zrywać nad ranem, ale leniwie dnia nie spędzisz. No, zawsze jest coś do zrobienia, nawet jeśli jest to proste pogrywanie na laptopie. O dziwo nawet porządek jest pilnowany. Dziwna symbioza, nawet sobie posiłki wzajemnie gotujemy. Zmiany, próby współistnienia. Chyba dotarła świadomość, że jakoś musimy ze sobą przeżyć jeszcze troszku czasu. Śmiechem, żartem, scysją, słowem. Poradzimy sobie. Albo przegryziemy gardła wzajemnie, wszystko jest tu możliwe, kalejdoskopowe.

                W międzyczasie dokończyłem „Wielki Las” Nienackiego, który to nie daje mi spać już drugą noc. Nawet nie chodzi mi o analizę, czy główną oś fabuły. Po prostu to „coś”. Książka przepełniona filozofią życia, erotyzmem, nawet zahaczając o elementy turpizmu. Odkrywanie samego siebie, słuchanie natury, zmiany, pęknięcia w duchu. Chociaż i znowu próbuję zrozumieć każdego. I jednak widzę samego siebie, który nauczył się empatii, bo tego się wymaga, bo kultura, element człowieczeństwa. Żadna potrzeba z głębi, a zwykłe przystosowywanie się. Czy wierzę w tezy rozrzucone po tekście, idee, ciągi przyczynowo-skutkowe, które odnalazły swe pokraczne zakończenie? Sam nie wiem, chociaż długo myślałem nad niektórymi. Przeczytasz, to możemy rozmawiać. Śmieszne jest to, że bywałem od tej książki odciągany, a ostatecznie podsumowany stwierdzeniem, że sięgnąłem po dość specyficzną lekturę. Miłe jest to, że w tej właśnie książce odnajdujemy różne wersje opowieści. Wiele osób przeczyta i każdy może mieć swoje odczytanie i każde będzie dobre. Bo czemu nie? Bądź Weroniką, Bullowem, Bunderem, Marynem, Horstem, czy leśnym człowiekiem. Jeden pies, szukaj siebie, szukaj swojej miłości, swojego postrzegania świata.

                Tutejsze powietrze jeszcze bardziej wzmocniło moje sny, które nękają mnie ostatnimi tygodniami. Nie ma nocy, kiedy nie byłbym rozkminiał, wspominał, śnił, również o Tobie. Poznawał swoje tęsknoty, hierarchizował ludzi, zastanawiał się, cholera wie nad czym. Raz to budzi się człowiek zlany potem, przestraszony, szczęśliwy, zdezorientowany, czy jaki tam tylko chcesz. Mamy dość szerokie spektrum. Niestety to nie ja wybieram, a jakoś nie pałam ani siłami ani chęciami, do zmiany tej losowości. Może i tak jest lepiej. Zawsze jakoś lepiej poznam samego siebie. O ile to rzeczywiście jestem ja.

                Detoks od ludzi, swojego świata i swoich norm jest jak najbardziej pozytywny. Może nie przyjemny, czy tak w głębi ducha pożądany, ale w ostatecznym rozrachunku, pozytywny. Chciałoby się inaczej, ale przecie trawa w ogródku sąsiada zawsze zieleńsza, a plany piękniejsze od rzeczywistości. Pamiętajmy, że przecie to my się wypinamy na kopniaki życia. Tej niewidzialnej siły obutej w robocze obuwie, z metalowymi płytkami w noskach, aby uderzenie bardziej bolało. Mi nie przeszkadza, bo wiem, że przeżyję. Śniąc widzę również skrawki swoich pragnień, czy tychże planów. Chciałbym i można powiedzieć, że tęsknię za opcją wyboru, albo za dostępem do tych ścieżek. Jednakże nie ma tego złego. Kumulujemy się w sobie. Jeśli tamten świat, pozbawiony mnie, pozostanie w miarę przystający do tego, co zostawiłem, to będę szczęśliwym człowiekiem. Pal licho wakacje, pracę, czy minione dni. Ważne jest i będzie teraz, chociaż nie mogę pozbyć się przeróżnych myśli i wyobrażeń sytuacji panujących w „moim” świecie. Pod moją nieobecność. Bawi  mnie to, że uczepiam się jedynie kilku prostych aspektów, dla których mógłbym olać resztę. I tego również Wam życzę. Abyście zawsze mieli fragmenty swojego życia, które po jakimś czasie okazują się właśnie tym, za co oddalibyście i całą resztę puzzli. Trzymajcie kciuki. Idę robić dalej, myśleć dalej, może i pisać dalej. Polski kołchoz, polski, holenderski światek. Robota, robole, robocizna, wypłata, a gdzieś z boku ja. Nawet Wam pomacham. A co mi tam. Podobno zarabiam, spłacam wyjazd, odkrywam nowy świat i tęsknię za starym. Ile w tym ducha, a ile nauki społeczeństwa? Cholera wie i niech tak zostanie.

16:09, pan.doman , Kawy
Link Dodaj komentarz »