Kategorie: Wszystkie | Hyde Park | Kawy | Poezja | Proza
RSS
środa, 31 sierpnia 2011
IV kawa.

 

2011-07-09

                Człowiek niszczy się powoli jedząc chleb, troszku szybciej, kiedy w obieg idzie alkohol, lecz najgorzej to chyba jednak destruktywność swojej własnej osoby, nie tylko fizycznie. Gdy człowiek dużo widzi, po jakimś czasie różne rzeczy przestają nas dziwić. Straciło się wiarę w ludzkość i tyle. Widzisz i nie grzmisz. Proste. Czy uczucie budowane na tym, że może jesteśmy czymś więcej, niż inni, „non omnis moriar”, białe kruki nad miastem? Chciałbym wylać kubeł smoły na te pióra. Jednak nie potrafię, chociaż próbuję, to każda próba okazuje się fiaskiem, gdy ciecz powoli spływa z upierzenia. Pewna osoba, z którą swojego czasu spędzałem jakąś godzinę tygodniowo, przy czym w tych sześćdziesięciu minutach zawierało się sporo dyskusji, powiedziała mi pewną rzecz. Akurat podczas jednej z rozmów zeszliśmy na analizy psychologiczne, gdyż określiłem tą osobę dość konkretnie. W zamian nie otrzymałem dużo („nie jestem psychologiem”). „Mam wrażenie, że dość często chciałbyś być kimś innym”.

                Odwiedziłem Lublin na 3 dni, przy czym 2 nocki spędziłem na zabawie i alkoholu. Same zajechanie na ulicę Ruską spowodowało zaciesz na mej twarzy. Tutaj chce mi się być, sama aura miasta nakręca pozytywnie. Nie lubię aktualnych zmienionych tras, spowodowanych zamknięciem ul. 3 Maja. Dłuższa droga i cholerny klin przy Bramie Krakowskiej, którą swoją drogą mam nadzieję, że umiejętnie wyremontują. Stolica Lubelszczyzny jednak wygląda inaczej bez tych wszystkich studentów, którzy praktycznie definiowali przepływ ludzkiej krwi po chodnikach i ruch MPK na ulicach. Brakuje mi i moich studentów. Wszyscy na wymiany jadą. Piszę właśnie z pokoju Julity, który przejmuję. Większość pudeł z jej rzeczami jeszcze stoi, pościel, książki i inne popierdółki. Miło mi było z Nimi spędzać rok. Dość konkretnie zakręceni ludzie.

                Whiskey. Ostatnio stwierdziłem, że Grant`s ustępuje Bell`sowi, pomimo, iż jest droższy. Jakoś przyjemniejszy smak i zapach jak dla mnie. Butelka taka wydajna jest, albo chociaż być powinna, 50ml,lód, ewentualna Pepsi i cały wieczór ze szklaneczką w ręku spędzony. W rzeczywistości częściej jednak idzie więcej tych szklaneczek, ale cóż, jeśli ktoś umie pić, to czemu nie?

                Pasty Lisnera do smarowania są godne polecenia. Niesamowicie mi posmakowały, do tego pomimo małego opakowania kosztującego ok. 2,70zł, to na kromkę wystarcza cienka warstwa, ba, większa ilość nie smakuje już tak dobrze! Zachęcił mnie właśnie Krzysiek, jeden z moich studenciaków. Z dziewczyną prawie, że codziennie zjadali takie opakowanie, znali już chyba każdy smak, których nota bene jest wiele. Sam zachciałem spróbować, co w tym niezwykłego i powiadam Wam, iż się nie zawiodłem!

Mam ochotę na kebaba, kto idzie na kebaba?

22:39, pan.doman , Kawy
Link Dodaj komentarz »
III kawa.

 

2011-07-16

 

                Zmieniam, się. Ewoluuję, brnąc do przodu, nadpalając mosty za sobą. Przekształcam się ja i mój kodeks, wygląd i usposobienie. Natury swej nie wykreuję na nowo, będę tym, czym jestem, ale afirmacja istoty przybrała nowy kształt. Akceptuję rzeczy, których bym nigdy kiedyś nie tolerował w najmniejszym nawet stopniu. Podnoszę czoło wysoko, prowadzę otwartą krytykę. Nie dam sobie w twarz pluć, nie będę tłumił moich racji. Fakt ten można zaakceptować, lub odejść. Nie widzę odcieni szarości. Na życie mam plan tymczasowy, którego działanie ujrzę w najbliższej przyszłości.               

                Ostatecznie nie byłem na drugiej części „Insygni Śmierci”. 23zł za film w 3D, którego ani trochu nie potrzebuję. Okazało się, że wybór mój był słuszny, bo oprócz efektów nowy Harry Potter nie umiał zapewnić niczego innego. Akcja jeszcze gorsza, niż w pierwszym epizodzie. Zamiast tego obejrzałem film „Numer 23”, który wywołał u mnie mieszane uczucia, ale summa summarum In plus. Polecam każdemu, kto lubi nutkę psychozy i obłędu na jakimś punkcie. Tutaj wszystko kręci się wokoło liczby 23 i pośrednio wokół bohatera (Spoiler) który jedynie mnie zdziwił tym, że wyparłszy wspomnienia przeszłości, o liczbie itd. Nie ma w swojej psychice czarnej dziury pomiędzy starym życiem, a tym, które zaczął po wyjściu z kliniki. W ogóle jak to możliwe, że napakowany był fałszywymi wspomnieniami? (/spoiler). 

poniedziałek, 29 sierpnia 2011
A teraz czas poezji

Czerwone usta winne maliną

Czerwone wino krwi splątanej 

 

Owocu czerwone sny 

 

Czerwone maki tam, gdzieś w Casino

Czerwone gwoździe okrzyku strat


I te czerwone sny


Czerwone ludu czerwieni gromady

Czerwone stworzenia czerwienią śpiew


Odejdźcie czerwone sny!

II kawa.

2011-07-06

Piwo. Dlaczego wszyscy kochamy PIWO? Jestem tego świetnym przykładem. Lubię wypić coś dobrego, niekoniecznie Perełkę, ale jakieś z górnej półki z chęcią bym wybrał, gdybym tylko miał fundusze, to moje ulubione Kasztelany odeszłyby do lamusa, zastąpione przez Żywe, Fishera, czy Ciechana. Zastanawiający jest fenomen tegoż napoju. Początkowo pożądany zakazany owoc młodzieży, następnie dość popularny sposób spędzania czasu, a kończąc na zastępstwie wody. Dzieci chcą smakować życia dorosłych, młodzież zamienia wyjścia na miasto, czy cuś, na wyjścia na piwo, starsi traktują już to jako coś normalnego, co się przynosi do domu razem z chlebem, czy owocami. Lubimy to i tyle. Dlaczego? A kogo to obchodzi? No to piwko.

Tagi: piwo
08:24, pan.doman , Kawy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 sierpnia 2011
I kawa.

 

2011-06-21

„You don`t mess with the Zohan!”

                Obudził mnie pełen pęcherz, telefon i rap w mieszkaniu. O 20.45. Ostatnimi czasy lubię uciąć sobie drzemkę późnym popołudniem/wieczorem. Człowiek zmęczony, to czemu nie? Śnił mi się rudzielec, którego spotkałem dzisiaj w MPK`u. Więcej nie pamiętam, chociaż świadomy jestem, że śniłem intensywnie. Spanie jednak jest zajebiste. Szkoda, że zabiera tyle czasu.

                Mój Lublin nie otrzymał tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Wrocław dostąpił tego zaszczytu. Ok., lubię i to miasto, nawet bardzo. Jeśli gdzieś jechać to tam, ale dla mnie stolica Lubelszczyzny zasłużyła. Wystarczy spojrzeć po ludziach. Tutaj, na wschodzie, tabuny ludzi, non-stop podekscytowanych i gotowych do działania, czekające w napięciu każdą sekundę. U zwycięzcy sprawa ma się odwrotnie z tego, co widać. Niestety jest to swoista dyskryminacja całego Wschodu. Euro, ESK, nawet plany budowy dróg, które mają powstać dopiero za jakieś 20 lat. To boli, gdy się widzi tyle chętnych rąk do pracy, umysłów do rozwoju, dusz przepełnionych energią.

                Dzisiaj po raz pierwszy grałem w nogę boso, na miękkim trawniki, będąc oblewanym szlauchem ogrodowym, ogólnie to była piłka do siatkówki, a ręce były na równi używane z kończynami dolnymi.  Mając na uwadze zasadę, że zawsze ktoś musi sobie coś zrobić, tym razem tym „kimś” byłem ja. Cóż, nie zauważyło się sznura na pranie, rozciągniętego między gałęziami drzewa. Na kilka dni otrzymałem pamiątkę po dzisiejszym dniu w postaci szramy między okiem, a brwią. Ale ze mnie „hardkor”, nie?

                Jutro czas na „suit up!”, clubbing i pożegnanie się z częścią świata na te 2,5 miesiąca. Przywiązałem się do tego miasta, ludzi, ich ducha. Jest mi tu dobrze, między nimi wszystkimi. Wiele złych wydarzeń, wiele przyjemnych przeżyć, droga do samodoskonalenia.

                Chciałbym wspomnieć o pewnym mołdawskim winie „Monastyr”. Fakt, piłem je stosunkowo dawno, ale zapadło mi w pamięci właśnie ze względu na swoją specyfikę. Należy ono do dziedziny „słodkie” i takie naprawdę jest. Bardzo słodkie. Gdy pierwszy raz spróbowałem tegoż trunku, odniosłem wrażenie, że w kieliszku mam sok porzeczkowo-aroniowy z domieszkami, a nie wysokoprocentowy wytwór fermentacji owoców. To pierwszy aspekt, drugim jest osad, którego jest sporo. Osadza się on na zębach, pozostaje na kieliszku, nawet język i okolice wydają się jakoby po spożyciu cierpkiej, brudzącej aronii. Dla fanów słodkości jak najbardziej, aczkolwiek ja raczej już nie sięgnę po „Monastyr”.

                Skończyłem I sezon Dextera. Polubiłem ten serial z jednego, prostego powodu. Jest on balsamem na chore psychiki. Nie odczuwałem zniesmaczenia, czy czegoś, po prostu te godzinki spędzone z naszym przyjacielem, Panem Morganem, uważam za przyjemne.

 

Weekend pod znakiem deszczu, świetlane prognozy na tydzień. No kurwa.