Kategorie: Wszystkie | Hyde Park | Kawy | Poezja | Proza
RSS
czwartek, 27 października 2011
XXXI kawa - Warszawa.

 

 2011-10-27

 

                Warszawa. Stolica nasza kochana. Prezentujesz się po swojemu: nowoczesnością i stosunkowym monumentalizmem, przeplatane PRL`Em. Dużo autobusów miejskich jest. Ano. Co powiedzieć mógłbym jeszcze? Sam nie wiem. Wczorajsza wizyta była dla mnie pozbawiona emocji wobec miasta. Przyjechało się, ogarnęło i tyle. Nie znalazłem tej magii. Może innym razem, może nigdy. Niby jest coś takiego, a do tego bardzo silnie oddziaływującego. O, w Warszawie lubię oddzielne pasy komunikacyjne dla autobusów. Mogę jednak powiedzieć, że strona komercyjna jednak o wiele ponad Lublinem. Ilość sklepów, marki, jednak tego jest dużo. Starbucks, Gap, czy nawet Zara. Miałem odwiedzić to pierwsze, wypić kawę, zgarnąć kubek, lansować się i takie tam. Nie wyszło. Bywa. Jednak moje nogi zaprowadziły mnie do Bierhalle w Arkadii. Jest to restauracja z własnym browarem. Matko, takie dobre piwo serwują, że to praktycznie nie do pomyślenia. Niesamowicie dobre, robione dopiero co. Wybrałem Bierhalle Ciemne. W smaku czuć bukiet wszystkich składników, aromat również niesamowity. Nawet w pewnym momencie cały lokal wypełnił zapach świeżego piwa, sfermentowanej pszenicy. Wrażenia trudne do opisania. Aromat intensywny, przyjemny, rozluźniający. Czuć ducha piwa. Wystrój stylizowany na browar, porozwieszany telewizory, na których włączony jest Polsat Football. No i kelnerki. A te to były wyjątkowe. Każda śliczna, uśmiechnięta, chętna do rozmowy, dotrzymania towarzystwa, czy zaoferowania następnego kufla z piwem. Wysoki standard bez dwóch zdań. Oczywiście wraz z jakością idzie również cena. Za 0,4 piwa płacimy 8zł, za litrowy kufel 20zł, beczułka 5l około 100zł. Nie mówiąc już o jedzeniu, które jest przyrządzane tak, aby idealnie komponowały się ze złocistym trunkiem, a do tego porcja była bardzo obfita. Jest to miejsce, do którego chodzi się, gdy jest się przy kasie, na jakiś konkretny, elegancki wieczór, czy spontanicznie od czasu, do czasu, szukając odmiany i odrobiny luksusu. To tu znajdziemy. Toto jest dobre. Jednakże nie żyjemy tylko konsumpcjonizmem. Istnieje jeszcze kultura, która nota bene była głównym celem mojej wyprawy. Teatr Polski. „Szewcy” Witkacego, którego uwielbiam.

                Zacznijmy może od samego autora.  Stanisław Witkiewicz (Witkacy) należy do grupy artystów wyklętych. Miał bardzo skomplikowaną, wręcz chorą psychikę, a do tego zażywał wszelakie narkotyki, jak i alkohol. Połączenie wszystkich tych czynników owocowało najróżniejszymi obrazami, rysunkami, czy dziełami literackimi. Osobiście bardzo cenię Witkacego, podziwiam, stanowi dla mnie swoistą inspirację. W jakimś tam stopniu wydaje mi się rozumieć jego psychikę. Pomimo tego, że jego literatura jest NIESAMOWICIE trudna i (jak to mówi mój ojciec) nie zrozumie się całkowicie tekstu, jeśli nie jest się pod wpływem czegoś konkretnego. Po części racja. Nie wszystko idzie ogarnąć z marszu. Ba. Mało co idzie tak zrozumieć. Zacznijmy jednak od początku. „Szewcy” to ostatni dramat Witkacego; napisany został w 1934r. Jest on krytyką takich pojęć, jak konsumpcjonizm, socjalizm, faszyzm, czy rewolucja. Oczywiście sztuka przepełniona jest perwersją, pożądaniem i kontrastami. Treść przesiąknięta jest charakterystycznymi „rozkminami” Witkacego, jego panicznym strachem przed Rosją i samokrytyką. Gra aktorska na bardzo wysokim poziomie, chociaż osobiście sądzę, iż Katarzyna Stanisławska jako Księżna mogła zagrać lepiej. Za mało było jej w tej sztuce. Jak już jesteśmy przy stronie żeńskiej, to oczywiście trzeba wspomnieć o specyficznym stosunku Witkiewicza do kobiet, który odczuwa się w jego twórczości. Ale co tam, zacytuję opis ze strony Teatru Polskiego:

„Dramat Szewcy jest ostatnim zachowanym, ale pewnie nie ostatnim napisanym dramatem Witkacego. Należy do jego najlepszych dzieł, jeśli nie do najlepszych dramatów napisanych w języku polskim w ogóle. Jest sztuką o szczególnej wadze, produktem twórczości dojrzałego autora, dojrzałego i ciężko doświadczonego człowieka. Jest dziełem bardzo polskim i bardzo uniwersalnym, satyrą na Polskę i Europę lat minionych, ale i jak się okazuje, obecnych. Jest bardzo gorzką diagnozą i prognozą stanu upadającej ludzkości.
Czas heroicznych bohaterów przeminął bezpowrotnie, świat jakim go znaliśmy poszedł do diabła, a ludzkość zeszła na psy… dosłownie – niczym prokurator Scurvy przemieniający się w trzecim akcie w psa o ludzkiej psychice i świadomości.
 
I co dalej? Zdaniem Witkacego osobniki twórcze (schizoidzi) wśród mężczyzn giną, wśród kobiet przeciwnie, mnożą się - „mężczyźni babieją – kobiety en masse mężczyźnieją” i przejmą role męskie w społeczeństwie przyszłości – teraźniejszości… ? Co nastąpi potem trudne jest do wyobrażenia i do wyrażenia. To jeden z powodów, dla których Witkacy nie kończy swojego dramatu, a bieg jego akcji gwałtownie przerywa…”

                Więcej nie zdradzam. Jedynie polecam. Był to dla mnie orgazm umysłu, oraz, jak zwykle, gwałt Witkacego na mojej duszy. Każdy sztukę odbiera na swój sposób, w swoim wymiarze, więc jest to tym bardziej fascynujące. Po więcej zapraszam na stronę: http://www.teatr-polski.art.pl/pl/galerie/spektakle/_get/spektakl/26.

  I tyle wystarczy. Jest dużo do pisania, ale czasem chce się pewne rzeczy przemilczeć, do innych dojrzeć. Więc i ja milczę, i ja dojrzewam. Idę po kawę. Priviet.

wtorek, 25 października 2011
Poezja - modlitwa do Anioła Stróża.

 

Aniele Boży

Kacie mój

Tyś koniec na mój znój

Orgazm, wariat w środku nocy

Moja dusza bez pomocy

Zniszcz ciało ducha mego

Zaprowadź mnie w mój piekła krąg

Amen.

niedziela, 23 października 2011
Kategorie

Troszku klikania było. To powyżej, to odnośniki do kategorii. Wybierając konkretną, dostaje się spis konkretnych wpisów. Kilka poprzednich wpisów jest wynikiem dzielenia połączenia rozkmin z "Kaw" i prozy.

20:46, pan.doman
Link Dodaj komentarz »
VI proza.

 

Title: "Trip"

Chapter: "Adam poważnieje" -ostatnia część

 

(...)

Futrzak nie zrozumiał wszystkiego, co usłyszał, ale ton wypowiedzi jego przyjaciela był wystarczający,  aby poczuć nieznaną dotąd odrazę. Odczucie zdegustowania krainą, po której oprowadzał go jego przewodnik. Kościoły hipokryzji, z wielkimi oknami, widokami. Walące się mury, kłujące kratami metalu i świateł. Czy twarz, wymodelowana, też budowlą? Sądy ludzkie i boskie, siew kamienia, zarażanie ciała ziemi. Jak bakterie.  Zaczął się zastanawiać, czy dobrze zrobił przybywając w odwiedziny. Wiedza o tym miejscu na zawsze pozostanie w jego pamięci. Gorycz wyryje w jego mózgu obrazy, których nigdy się nie pozbędzie. Życie przestanie być beztroskie, gdyż tam, na Ziemi, człowiek człowiekowi wilkiem  i nawet przyjaciel, który pozwala ci zobaczyć siebie z innej perspektywy, założył maskę i przestał istnieć jako wartościowa jednostka.

                - Adam…

                - Co?

                - Mi wystarczy, wracajmy.

                Wrócili więc do domu, po drodze kupując colę i bułki. Nowy przyjaciel Adama nie odzywał się  za dużo w drodze powrotnej. Najwyraźniej analizował wszystko, co usłyszał podczas  wycieczki po mieście. Szedł zgarbiony, z przymrużonymi oczami. Zazwyczaj puszyste, błyszczące futro oklapło i straciło połysk. Ludzkie zepsucie wkroczyło do następnego świata.

                - Wiesz,  dam ci pewną radę.- odezwał się Adam wkraczając do mieszkania skąpanego w półmroku – Jakbyś podczas drogi powrotnej spotkał Boga, opowiedz swą historię, swoje plany zdradź, opowiedz o życiu, pożal się. Wyśmieje cię, bo boskość rzecz trudna, nudna i nużąca. - Futrzak ponownie nie zrozumiał do końca słów gospodarza. Który to już raz w tym dniu? Nie wiedział. Wszystko, czego się dzisiaj dowiedział wypełniało go, jakby przygotowując się do  wybuchu,  zniszczenia go od środka. Implozji? Eksplozji? Musiał już wracać, chociaż wcale nie chciał. Jednakże pozostanie  na Ziemi byłoby dla niego największą torturą, zatrutym drzewem krzyżowym słów i niezrozumiałych intencji. Najlepiej, gdyby można było nie-istnieć, zostać nicością. Bo czemuż nie? Nie przejmowałbyś się przyziemnymi problemami, wspomnienia o domu by zniknęły, więc problem tęsknoty też byłby rozwiązany. Również serce, będące niczym, zostaje puste, czyste, bez emocji, bez trosk. Wolne? Doskonałe? Zatracone?

                - Adamie.

                - Mhm?

                - Zastanawiałeś się, co czeka nas po śmierci? Czy lepiej umierać szybko, czy wolno? Myślałeś o tym, co mógłbyś rzec Bogu, jeśli takowy istnieje? Czy twój umysł umarłby z tobą, czy nie, gdyż jest to jedynie narzędzie? - mówił coraz szybciej - Może świat, który widzimy jest tylko wytworem naszej wyobraźni, a po przecięciu nici życia przez Mojrę kończy się świat złudzeń, a zaczyna rzeczywistość? –przerwał na chwilę, wziął głęboki oddech - Nie wiem, po prostu nie wiem Adamie. Tyle pytań zrodziło się w mej głowie. Nie potrafię tego uporządkować, dlaczego tak się dzieje, o co chodzi w tym całym chaosie?

                Gospodarz nalał coli do szklanek, podał gościowi  i usiedli naprzeciwko włączonego telewizora, w którym właśnie zaczynał się jakiś bezsensowny teleturniej. W pewnym momencie Futrzak wstał, przeciągnął się i strzelił ukrytymi pod puchem palcami. Nic nie powiedział, tylko rozejrzawszy się po pokoju oświetlonego jedynie światłem bijącym od włączonego odbiornika, całokształt pomieszczenia prezentował się dosyć ponuro. Podszedł do masywnej, starej komody, którą z trudnością można było zauważyć z poziomu kanapy. Westchnął, sięgnął ręką w stronę szuflady, złapał za uchwyt i wysunął przegródkę zawierającą pistolet. Wyjął go, zważył w dłoni, delektując się dotykiem zimnego metalu, obserwując delikatne refleksy,  głupkowato się uśmiechnął (przynajmniej tak się Adamowi wydawało). Odwrócił się sztywno, lekko drżąc, wprawiając kosmyki futra w falowanie.

                - Nie opowiem nikomu swej historii. - rzekł głosem pozbawionym jakiegokolwiek zabarwienia emocjonalnego, co spowodowało bardzo dziwne odczucia u Adama, aż ciarki przeszły plecy, wędrując po ramionach. Ten dźwięk, który zazwyczaj wywoływał wibrację, teraz niknął w pustce. Przystawił lufę „Dziewiątki” do skroni ukrytej pod niebieskoszarymi kłakami. Wtem szczęknięcie, trzask i głucha cisza.

                Adam krzyknął zrywając się z siedziska. Chciał powstrzymać przyjaciela, powiedzieć mu, że świat, mimo całego brudu i zepsucia ma też dobre strony. Czuł wewnętrzną potrzebę pocieszenia przyjaciela, poklepania go po puszystym ramieniu. Jednakże Futrzak zniknął, nie zostawił żadnego śladu. Zdziwiony mężczyzna poszedł do kredensu, zajrzał do szuflady, podniósł metalowe narzędzie mordu. Sprawdził magazynek. Był pusty.

                - Boże… Co ja dzisiaj paliłem? – jęknął osuwając się na ziemię. Upadł na kolana, pistolet wypadł mu z dłoni.

Na podłodze leżał kosmyk bladoniebieskiego futra.

20:36, pan.doman , Proza
Link Dodaj komentarz »
III poezja.

 

Czerwone usta winne maliną
Czerwone wino krwi splątanej
 
Owocu czerwone sny
 
Czerwone maki tam, gdzieś w Casino
Czerwone gwoździe okrzyku strat
 
I te czerwone sny
 
Czerwone ludu czerwieni gromady
Czerwone stworzenia czerwienią śpiew
 
Odejdźcie czerwone sny!
V proza.

Ze względu na katalogowanie, rozdzielam wpisy.

 

 

Title: "Trip"

Chapter: "Adam poważnieje"

 

 (...)      

Ciemność.
Spojrzałem w gwiazdy
I stałem się małym dzieckiem.
Oglądając dzieło
Niepojętego artysty.
Wodząc wzrokiem po wozach, wojownikach.
Próbując ogarnąć nieznany bezkres. 

Światło.
Nie widzę już gwiazd.
Znowu jestem duży.
Pod moją dłonią stal.
Ponownie ogarnie mnie ciemności całun.
Powracając do cieni szeregów
Szarego wymiaru.

Qvo vadis?
Bezkresny wędrowiec.
Wśród dziejów bohaterów,
Między bogów znakami.
Wyruszył raz,
Nie ustanie już nigdy.

                Postawił przed sobą cel. Ukazać całe zepsucie istoty ludzkiej. Wyśmiać podróż po złoto Eldorado, drewniane talary zawinięte w srebro łez. Rzekłszy : „Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień!”, zostałby ukamienowany w zatrważającym tempie, nim sęp poderwie się, krzycząc o zagładzie. Ego zżera samo siebie, myśli niedefiniujące czyny, słowa odbite echem po pustej świadomości. Więc pokaże Futrzakowi Ziemię plugawych istot człowieczych, wannę ścieków wartości i idei sprowadzonych do groteskowego błazna. Oprowadzi go po najciemniejszych zakamarkach. Sprawi, że smutek przepełni jego serce, spali jego przyjemne w dotyku futerko, zamieni wspomnienie o tej planecie w bolesne przeżycie.  Wziął więc swego przyjaciela pod rękę i wyruszył w świat.

         - Nie wiem jak jest u ciebie, ale ludzie żyją ze świadomością śmierci. Istnieją, wiedząc, że zostaną nicością w przeciągu stu lat - rzekł Adam oprowadzając  Futrzaka po szarych ulicach miasta, wybrukowanych łzami i potem nienarodzonych i narodzonych. Mijając maski, uśmiech numer pięć, cztery, czy dziewięć, spoglądając po drodze na języki cięte, umysłu ostrza, społeczeństwa. Wieże Babel i ruiny Jerozolim. –Zastanawiam się: „Czy powinniśmy żyć dla samego sensu życia?” i odpowiadam sam sobie pytaniem: „A może przeżyć  dla czegoś większego, niepojętego?”. Czy Bóg istnieje? Jeśli tak i jest on Dobrem, więc  Szatan, który musi być jako przeciwwaga Stwórcy, staje się uosobieniem Zła. Więc czcząc, wielbiąc Dobrego Ojca, oddajemy również hołd Panu Ciemności, gdyż jedno bez drugiego istnieć nie jest w stanie. – w tonie jego głosu, pozornie lekkiego, wręcz beztroskiego, czuć  było nutę goryczy. I ta właśnie kropla żółci powodowała, że wypowiadane słowa miały niesamowite brzmienie. Można by pomyśleć, że to Czas, który widział wszystko, niczym nauczyciel opowiada młodemu, nieuświadomionemu dziecku o zepsuciu świata ludzi. Ujrzawszy krzyże chorych na jedną, jedyną chorobę. Pamiątki, guziki i słowa. Wspomnienia, które ropieją oczy.

(...) 

Tagi: proza
20:31, pan.doman , Proza
Link Dodaj komentarz »
XXX kawa - informacyjnie.

2011-10-23

Zbieram się w sobie do napisania jednego, konkretnego tekstu. Muszę to zrobić, inaczej nie dam rady pisać w ogóle. Opowiadanialux III napisałem chyba stronę, ale więcej nie ruszę. Jak by tu zmusić ducha do krystalizacji. Nie wiem. Ale dowiem się i wtedy powstanie świadectwo. Manifest. 

Zaraz spróbuję troszkę posegregować wpisy i dać im kategorie, które widoczne by były na bocznym pasku. 

Wiecie co? Chce mi się takiego WYJEBANEGO melanżu trwającego, aż ostatnia osoba padnie z wycieńczenia, nie bojąc się o psy, czy ktoś coś rozpierdoli, do tego dobra muzyka, w chuj alkoholu i dobrych osób. 

 
1 , 2 , 3 , 4