Kategorie: Wszystkie | Hyde Park | Kawy | Poezja | Proza
RSS
piątek, 18 maja 2012
LXVIII Kawa - Jak to jest.



Jak to jest, że w niektórych postaciach zdaje mi się dostrzegać coś, czego tam być nie powinno. Dlaczego po nastąpieniu pewnego toku rozumowania, istoty z założenia mające być antagonistami, lub pochodnymi tego wydźwięku, nie stają się takie złe, jakie być powinny? Po „Zbrodni i Karze” nie potrafiłem potępić Raskolnikowa, to samo z Jockerem z „Batmana”, czy Kurz`em z „Jądra Ciemności”. Przykładów jest multum, te akurat były pod ręką. Zamysł twórców tych indywiduów przecie był taki, aby byli oni jednostkami złymi. Tylko, że ja tego zła nie widzę tak ewidentnie, mam trudności z jednoznacznym określeniem, nazwaniem po imieniu danych aspektów które definitywnie były złe. Nie, o dziwo nie mam zamiaru usprawiedliwiać żadnego z nich, bo nie widzę sensu. To, co mogę zrobić, a przynajmniej taki mi się wydaje, to zrozumieć. Ogarnąć motywy, poznać aspekty kierujące ku poznaniu, w pewnym sensie nawet podziwiać, czy analizować.

Jak to się mówi – na świecie nie ma rzeczy tylko czarnych i białych. Tylko czemu akurat tych dwóch odcieni nigdy nie widzę? Zawsze to szare. Co jest dość ironiczne, gdyż patrząc na te szarości, posługuję się paletą barw, iskrami i przesyceniem. Jednakże, aby pokazać innym te odchylenia, trzeba posłużyć się właśnie tym jednym, konkretnym, pojedynczym wymiarem. Czasami trzeba pozostawić uszczerbek w płótnie, na którym rysa okaże się najważniejszym elementem.

O dziwo muszę stwierdzić, że nie wymagam poszukiwania tych odcieni. Mogę jedynie stwierdzić, że staram się rozumieć Ciebie tak samo, jak każdego innego, zrównać do jednej płaszczyzny poznania, aby każdemu ustawionemu w szeregu móc powiedzieć „Rozumiem Cię”. A szarości? One zawsze będą, są one na uwadze, ale to zdecydowane, dosadne, uderzenia rzeźbią skałę. Komik zapewne nie rozśmieszy, gdy nie znajdzie danej skrajności, a ostrze nie zabije pojedynczym pchnięciem, nie znając wszystkich łączeń w zbroi.

Nie potrafię mieć celu. Nigdy nie nauczyłem się go mieć i chyba już tak pozostanie. Umiem za to posiadać swój własny zbiór zasad, których trzeba przestrzegać, bo tak i już. Wiem, że trzeba walczyć z samym sobą, toczyć paniczny bój ze swą duszą i umysłem, które są pełne sprzeczności. Wiem, że trzeba zdecydować, określić swoją stronę i starać się zwalczyć te inne strony konfliktu. Cóż, znowu ironia, bo chaos w tych strefach jest dość dobry, aczkolwiek musi być to chaos określony. Bo przecie intro-ja i ekstra-ja razem żyć nie może.

Ideą celu jest fakt dążenia do niego, co w finale może skutkować osiągnięciem danego wyznacznika. We mnie rodzi się jednak pytanie – po co? Osobiście wolę podążać za ideami, myślami, które mi powiedzą – żyj tak, aby Ci było dobrze, aby inni odczuwali komfort przebywania z Tobą, nie koncentruj się na zakończeniu trasy, bo swoją uwagę warto poświęcić na całą drogę, bo wszystko na niej jest piękne i siebie warte. Idąc do pracy, szkoły, nie skupiaj się na dotarciu tam, tylko na samej czynności i tym, co jej towarzyszy, dla mnie jest to sposób, aby docenić to, co nas otacza.

Przydałoby się wspomnieć o trwających właśnie Juwenaliach. Jeśli chodzi o mnie, to czerpię dużo przyjemności z uczestnictwa w tym wydarzeniu masowym, zresztą jak praktycznie w każdym. Nie chodzi mi nawet o alkohol, koncerty, czy inne atrakcje w międzyczasie. Zależy mi na klimacie, który gdzieś tam leży, pomiędzy butelkami, pijanymi dresikami i resztą kochanej otoczki. Kiedy wyłuskamy z tej całej skorupki tą iskierkę, zaczynamy czuć „to coś”. Dla mnie sam fakt, że ludzie stają się bardziej otwarci, nocne wspólne powroty są pełne atrakcji, a większość osób, z którymi miałem przynajmniej kontakt wzrokowy, odpowiada na uśmiech, raduje się i bawi, dokładając swoją cegiełkę do tworzenia pozytywnej atmosfery. A co z tym brudem, przesadnym pijaństwem i resztą negatywów? Cóż, pozwalają one nam doceniać inne elementy, nie tyko tychże Juwenaliów.

Ludzie, ruszmy się i wspólnie czerpmy same pozytywy z tego, co nas otacza, razem zawsze raźniej, w kilka osób łatwiej zbudować metaforyczny dom, w którym nawet uchodzi żyć, bawić się i cieszyć życiem, pracując wspólnie nad wypieraniem negatywów.

wtorek, 01 maja 2012
LXVII Kawa - Balujący świr I-II

 

I             

Oh, dzień dobry, witam Państwa! Witam Pana Mecenasa, , słodką Panią Bardzocudną,  co oczami znów przewraca. Stroje piękne, twarze piękne, te przebrania wręcz przecudne! Lecz słuchajcie! Bo tak idę korytarzem, nasłuchuję zmian wydarzeń. Idę, szukam tej, co bliska, a nie zowie się ognista. Woda, oczywiście, rozumiemy się? Płomień w gardle zacna sprawa, lecz go niżej mi potrzeba. Tak, by szybko spalił krwiste, jeszcze żywe, myśli czyste. Te niewinne, nieporadne! Niech ja zgadnę, te dziecięce? One mierzą mnie otwarcie, razem z tym, co Państwo ni ma. Szarpie, bije mnie i rani, te uczucie nierealne. Te pomysły i wymysły, te odbiegi od tej normy, ta nijakość, co jej nie ma,  te otchłanie w mych emocjach, co nie dane jest mi poznać.

                Co się Pani tak źle patrzy? Ja niegroźny, ręka wątła. Umysł jeno mam pokraczny – co on zrodzi? Byłbym baczny. Me majaki są przeróżne, groteskowe, małe, próżne. Infantylne, heroiczne, pełne blizn na dziecka twarzy, które tłukąc mnie patykiem wydłubuje parę oczu. Jeno myśli się obawiaj, jeno tylko uszy chrońcie.

                Tyle dziwów widzę w sali, zapytania „Kto to taki?”. Kto to taki? Ja kto taki? Proszę Państwa, Wariat jestem. Nie zwyczajny, mianowany! I z tabliczką czekolady, co mi humor ma poprawić, gdy wasz umysł do zagłady, lgnie i pełza, jak robactwo, gdy na ziemi martwe ptactwo. Oh, nie myślcie, że ja pastor, co ratować przyszedł dusze. Nudzi mnie zbawienie boskie, po co mi te wszystkie troski? Czułbym się jak mucha w słoju, gdzie dwie uncje masz Ci miodu. Słodko, miło, aż do czasu, gdy to wszystko wnet oblepia i z innymi muchy scala! Ja nie owad, ja żem Wariat, moje oczy też wariata, moje uszy też wariata, usta mówią świra słowa. Jestem, ale dla was ni ma; po co w społeczeństwie siła? Chaotyczna, destrukcyjna, umysł chory – rzecz perfidna. Nic nie zrobię, obiecuję, ja so chodzę i oglądam, nieszkodliwie w gościach bawię, lecz bez gości.

 

II

Wiecie Państwo, mi tu dobrze, miedzy Wami tak so pląsam, skacząc w tańcu pośród par. Wiem, żem niechluj, lecz nie tykam - nic nie brudzę! So popatrzę, so posłucham, co wielkiego świata Pany, mówią, chociaż mali. A cóż mówią! Cóż za słowa, piękne, kwietne i soczyste, czerwoniutkie kwaśne wiśnie, co choć śliczne, to twarz krzywią. Chyba jednak jest to dobrze, bo słodziutkie moje kwestie, zachęcają Was, smakoszy, do mlaskania i trawienia, słów, co rzucam od niechcenia. Więc siadajcie, więc spijajcie, co Wam Wariat powie szczerze, z głębi serca, bez cenzury, jaką umysł nam narzuca. Mówcie mało, Wariat rzecze, że usłyszeć trzeba przecie,  to, co inni powiadają.

Słyszysz? Dobrze, lecz przestroga, jeśli dusza Twoja miła. Uszy to są mózgu trzewia, niech Ci serca nie zaśmiecą, tym, co życia nie jest warte. Chociaż, myśląc tak do siebie, słuchaj wszystko, co potrzeba, jeno w głowie so pozostaw, te obrazy i nagrania – się przydadzą w rozrachunkach. Kiedyś miałem dom, hacjendę, lecz usłuchać potrafiłem, co się Panom nie widziało, bym ja, Wariat, znał sekrety. I tak oto jednym ruchem, cynizm znalazł się za uchem, zaczął wpełzać przez membranę i do serca wnet się dostał. Oj to źle i to niedobrze, gdy tak duszę trawią kwasy, które przecie przez nas tkane, przez nas samych rozlewane. Trzeba było mi so słuchać? Trzeba, chociaż rana boli. Nie straciłem hartu ducha, lecz zyskałem swą świadomość – że ja Wariat, że ja obcy, który widzieć chce za dużo, gdy pędrakiem zowią Pany.

Jednak smutów mych dziś basta, pewnie Państwa mocno nudzą, te historie me odległe. Raczy ktoś tu wejść w dyskusję, z kimś, kto nie jest z Waszej formy? Chodźcie, chętnie ja zapraszam, a nuż się opowieść złoży, jak to Wariat mianowany wpadł na bal, gdzieś między stroje, i zagadał do publiki. Tłum popatrzył, się podrapał, gościa wnet na krzesło stawił i słuchali i pytali, czegoś, co nie z ich jest świata. Bajka dobra, tak powiadam, lecz utworzyć ją jest trudno, gdy mój smutek wielki rodzi ta odraza Waszych twarzy. Nie, ja nie Pan,  ni uczony, co w salonach przesiaduje. Lecz czy gorszy z tej przyczyny? Powiadacie, że ma wina, żem jest badziew, bo stracony, w tych łachmanach otulony. Szary, brudny, niedołężny, zaprzepaścił swoje dzieło, wszystko miał i wszystko stracił, bo nie umiał karku zginać. Wy powiecie, że ja Wariat, człek bezdomny, bo nie myślał, bo sprzeciwił się wyższemu. Ja powiadam: tak, ja Wariat, lecz anielskie wdziewam skrzydła i unoszę się wysoko, hen nad głowy pochylone. Mimo, że mnie więcej cienia, żre, uwiera, to i tak mój świat ciekawszy, to i tak mój świat jest barwny. Państwo głupi, bo jednacy, wszyscy w strojach swych galowych, znają miejsce w swojej pracy.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012
LXVI Kawa - O niuchaniu słów kilka.

 

2012-04-22

                Czym jest węch, jak nie najmniej „zauważanym” zmysłem? Przypomina nam się on w sytuacjach ekstremalnych, kiedy zapach jest intensywny. Jednak jak z nim jest na co dzień? Skupiłem się na tym przez ostatni weekend.

                Wyjechałem z Lublina w miejsce o świeższym powietrzu. Zapach betonu w mieście się zmienił Naprawdę. Subtelne zmiany, a jednak kreujące całokształt. Trochę dalej z miasta, pod domem rodzinnym – świerki przy akompaniamencie roślinnej wilgoci. Wchodzę do budynku, znowu co innego – każdy dom ma swój charakterystyczny zapach, ba, czasami nawet każdy pokój ma swój charakter! Dziwię się, że po dwóch latach bycia przelotnym gościem, dopiero teraz zacząłem doznawać aromatu ścian mojego pokoju z lat bardziej młodzieńczych. Wieczorem, podczas marszu z miasta, idąc przez kończące się miasto, następnie wzdłuż rzeki, przecinając łąkę, czy po prostu po prostej drodze – tyle różnych aromatów. Noc bezwietrzna, a mnie otulają coraz to nowe zapachy.

                Wróciłem do Lublina, pierwszą reakcją było zdziwienie, że powietrze jednak gryzie, a bliżej mieszkania łączy się z młodymi kwiatami, tworząc dość duszną atmosferę. „Dobrze, że nie jestem tu dla zapachów” – pomyślałem. Dobrze, że Wy, ludzie, jeszcze jesteście częściami moich schizów. Pewnie, consuetudo altera natura – przyzwyczajenie drugą naturą człowieka – dzisiaj mnie ruszyło, jutro znów nie będę świadom tego wszystkiego. Dlatego właśnie łapiemy momenty, które nam się na życiorys złożą.

                Kuriozum jest, że na co dzień nie zauważamy zapachów, a jednak jak człowiek odpowiednio zaprogramuje sobie umysł, to stają się one nieodzownym elementem zdarzeń. Pal licho, że tymczasowym, dopóki się nie przyzwyczaimy i zapomnimy. Pamiętajmy, że jednak są i czasem warto spróbować je poznać.

                Na zakończenie chciałbym znów załączyć jakiegoś TED`a. Również nawiązuje do zmysłu, na który mało zwracamy uwagę, tutaj akurat mamy o słuchu – zamknijcie czasem w takim mieście oczy i całkiem skupcie się na dźwiękach – ciekawie jest.https://www.ted.com/talks/lang/pl/julian_treasure_5_ways_to_listen_better.html

czwartek, 12 kwietnia 2012
LXV Kawa - Poświąteczny wywóz na Syberię.

 

2012-04-12

                Po cholerę mi obiad, gdy mam kawę?

                Po świętach tak się złożyło, że postanowił człowiek do Lublina wrócić szynobusem. Pal licho, że dłużej jedzie – przy stanie remontu drogi i tak będę szybciej, a do tego taniej i wygodniej! Entuzjazm mój począł opadać, gdy na peronie poczęło zjawiać się dość dużo ludzi. „Oj tam” – pomyślałem, przecie stoję na drugim w kolejności przystanku. Oj myliłem się. Z użyciem buta, brutalnej siły i naporu osób będących za mną, udało mi się nawet dostać do środka pociągu. Ścisk jak podczas wywózki na Syberię, klimat o dziwo w stylu Kolei Transsyberyjskiej. Fakt, znaczną większość w pociągu stanowiła młodzież w wieku około studenckim, studenckim i lekko poststudenckim.  Mnóstwo hipsterów z Zamościa, ale nawet z niektórymi z nich dało radę pogadać.

                Torby między nogami, ułożone w wieże wokoło nas, ludzie leżący na sobie, kurs niewyobrażalnie opóźniany; następne przystanki skutkowały jedynie niekontrolowanym wysypem ludności znajdującej się bezpośrednio przy drzwiach, okraszone słowami „Miejsc już nie ma! Na ostatnim przystanku zostawiliśmy już z 50 osób! Proszę się nie pchać, bo nie da rady!”. Najbardziej rozbawieni byliśmy w momencie, kiedy jednak taki uparty ktoś próbował jednak wcisnąć się, docisnąć do zbitej masy pasażerów. Niekiedy owocowało to niemożliwością zamknięcia drzwi automatycznych – pociąg zaczynał nabierać prędkości, a w oczach delikwenta pojawiało się przerażenie, spowodowane nasilającym się powiewem. Ale i wtedy nie wyskakiwał! Dopychał się jeszcze bardziej, wchodził na innych pasażerów. Ludzka nieustępliwość, to jest fenomen!

                Najważniejszy był jednak klimat. Wyobraźcie sobie sytuację, gdy cały szyno bus wypełniony jest wesołymi rozmowami, żartami. Sytuację, gdy nawet Pani Konduktor daje się ponieść aurze i żywo dyskutuje z dwoma studentami popijającymi piwo. Po co bilety, zasady bezpieczeństwa, czy jakikolwiek ludzki rozsądek? To  wszystko jest zbędne w obliczu tak intensywnie skumulowanej pozytywnej energii? Po co to wszystko, gdy można przecież śmiać się, gdy podajemy sobie z rąk do rąk, nad głowami, pieniądze, bagaże, a nawet pasażerów (akurat jedna dziewczyna nie była w stanie przecisnąć się do wyjścia, to trzeba było wspomóc koleżankę).

                W sumie jechaliśmy 1h 40min (zamiast godziny), ściśnięci, z pogniecionymi bagażami, uśmiechami na twarzy. Niektórzy z Lublina wybierali się dalej – do Warszawy, Poznania. Podejrzewaliśmy, że tamte relacje będą równie przepełnione, co nasza, malutka Zamość-Krasnystaw-Lublin. Mam nadzieję, że wszyscy jednak się zmieścili. Może nawet znaleźli lepsze miejsce, niż w toalecie na spłuczce i muszli (pozdrawiam moich nowopoznanych znajomych, co jechali tak 6 godzin, jestem pełen podziwu!). W takim klimacie, środowisku, to mógłbym jeździć zawsze. Potem nawet ewentualne siniaki, czy obolałe kończyny nie dają o sobie znać. Jakby tak usunąć z tego wszystkiego cały ten tłok, to z chęcią chciałbym taką atmosferę zaimplementować do naszego lubelskiego MPK.

wtorek, 03 kwietnia 2012
LXIV Kawa - Stare Miasto.

 

 

2012-04-03

                Zaszedł do teatru. Bo znajomi grają, bo znajomy woła. Nawet kawa była – wieczorna, aczkolwiek pierwsza tego dnia. Obejrzał, powtórnie przeanalizował i nawet udzielił wywiadu ­ powolutku nawet się przyzwyczaja, płynniej się mówi. 19;99 pana Arbaczewskiego i III LO w Lublinie lubią to, co robią, pracują nad tym, co przedstawiają, bawią się tym, co grają.

                Zaszedł nawet do Teatru Starego, trzeba przecie obejrzeć nowy-stary Lublin. Przyjemne wrażenie, jedynie zastanawiają długie schody do toalety dla niepełnosprawnych. Prosto, schludnie, mając w pamięci przeszłość.

                Wyszedłszy, skierował kroki w mniej-więcej nieznanym kierunku. Dyskutując o sztuce, teatrze, Lublinie, Starym Mieście, które dane było poznać na nowo. Zakamarki, których nie widać, a klimat swój posiadają, miejsca które obejrzawszy w ciszy, podsumowuje się skinięciem głowy. W jednym z takich miejsc siadł człowiek, porozmawiał przy butelce piwa – jak dwóch facetów się spotyka, to wypada, zwłaszcza, jak tematyka nie jest błaha, a fundusze bogate. Pragnienie kultury, podziw dla jej rozwoju, plany i wspomnienia. I ta cholerna nostalgia. „Wiesz, rok temu siedzieliśmy prawie w tym samym miejscu, był X, Y, miliard innych. A Z była? Nie pamiętam, to było tak dawno.”. Dzieje dodające klimatu miejscom. Szło się więc dalej, analizując architekturę Starego Miasta, zaglądając do okien i snując przyszłe plany. Och, o Stare Miasto, dużo oferujesz, nawet nie wiedziałem.

                Może piosenka tytułowa przedstawia nie ten czas, nie to miejsce, ale jakoś jedno wiąże mi się z drugim. Magia istnieje. To ona nas nakręca. Nawet w Lublinie. 

poniedziałek, 02 kwietnia 2012
LXIII Kawa - Ja. Ideał.

 

2012-04-02

 

Jestem ideałem.

Nie uczę się, bo wszystko wiem i więcej poznać się nie da.

Nie dyskutuję, Twoje poglądy mogą być jedynie wypaczeniem moich.

Nie jestem gruby, chudy, wysoki, czy niski. To Ty przyjmujesz postać mej karykatury.

Taki ktoś jak ja nie posiada dumy, pychy. Jest to jedynie nazwa nadana przez Was, o zawistni.

Mówisz coś do mnie, czego chcesz? Zapoznać się? Zbliżyć? Nie dla Was, o prości, majestat.

Pragnąłbym, żeby dane mi było zaznać przyziemnych trosk. Pragnąć nie mogę, jam ideał.

Perfekcyjnie porzucam emocje, w balansie trwam, bez wahań.

Jestem ja i to się nie zmieni. Stoję tak, jak stoję, lepszy nie będę.

Jestem ideałem.

niedziela, 01 kwietnia 2012
LXII Kawa - Chaotyczny wycinek psychiki.

               

2012-03-30

               

                Dziwny jestem człek. Mówię sobie „tym razem oleję, dam sobie spokój” . Nie idzie. Co mnie tak ciągnie do tych happeningów, eventów, ludzi? Tyle  pozytywnej energii, którą można się wymieniać uzależnia w pewnym sensie. Po co mi pić, ćpać, cokolwiek robić, jak mam ludzi, którzy równie dobrze działają na mnie? Autonaćpanie. Cieszę się, że nie mijam tych ludzi bez wpływu, staram się pozostać barwnym. Mnie miałkie osoby nie fascynują, to czemu taki ja flegmatyk miałbym być ciekawym obiektem? Mogą nazwać mnie pajacem, dziwakiem, wariatem i milionem innych określeń. Wiele słyszałem takich określeń. Miło mi, jestem świr.

                Tak mnie w jednym momencie złapała zwiecha. Miałem do opisania trzy tematy, nie mam żadnego. To dajmy coś w zastępstwo. Mam ostatnio fazę na Wysockiego. Słucham oryginałów, przełożeń na język polski, w wykonaniu wielu wykonawców. Przez Niego zostaje w ciekawy sposób pokazana Rosja i ten pierwiastek, który sprawia, że ludzie się w niej zakochują. Miliard złych rzeczy, a te malutkie cząsteczki, które tak przyciągają i inspirują.  Ostatnio byłem na spotkaniu z Jackiem Hugo Baderem. Reporter Gazety Wyborczej, człowiek chłonący Rosję całym sobą podczas każdej wizyty.  Potwierdził on moją tezę. Trzeba obserwować, jak najdokładniej. Dostrzegać malutkie rzeczy i się nimi zachwycać, bo to pozwala ujrzeć piękno wszędzie. Właśnie tak patrzę na Lublin, a ludzie się mi dziwią.

                Następna zwiecha, coś mi dzisiaj gwiazdy nie sprzyjają, znowu uciekły tematy. 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17