Kategorie: Wszystkie | Hyde Park | Kawy | Poezja | Proza
RSS
czwartek, 16 lutego 2012
LVI Kawa - Pan Jacek.

 

2012-02-16

                Znowu dane jest mi wspomnieć o moim kursie na prawo jazdy. Początkowe godziny za kółkiem odbywały się pod patronatem Pana Jacka, facet starszy już, „twardy” typ urody. Mówił do mnie per „Prezes”. Zgadaliśmy się, dobrze się jeździło. Zastanawiał się człowiek, czy nie wziąć go na głównego prowadzącego. Jednak potem kilka kursów z kimś innym, a następnie przerwa miesięczna.

                I jakoś tak się złożyło, że pomimo tego, iż każdy następny instruktor był równie przyjemnym osobnikiem, czy to gaduła, czy lekko infantylny, albo anarchista. Każdy coś miał, co wywoływało sympatię. Jednak nie były Jackiem, a to właśnie z nim jednak było lepiej. Bo bez słów. Pomimo tego, że zaczynałem właśnie z nim, to najmniej mi mówił, najmniej doradzał. A i tak wiedziałem więcej. Dość kuriozalne, nieprawdaż?

                Po bodajże trzecim kursie z kimś innym, niż z Jackiem, zacząłem się zastanawiać, czemu po nim ani widu, ani słychu, nawet miałem skryte nadzieje za każdym razem, że akurat to właśnie on dzisiaj przyjdzie, wsiądziemy w tą Toyotkę, a nie Skodę, i pojedziemy. No, nie bajglło. Ba, nawet właśnie w tym momencie zdałem sobie sprawę, że ostatni wpis opierający się również na jazdach, oparty był na naszym ostatnim wspólnym kursie. Jak miło.

                Tak oto niby mało znaczący fragment życiorysu zaczyna wpisywać się do nostalgicznej księgi. Potem, jak zawsze, dojdzie do tego mniej, lub bardziej intensywne „polerowanie” wspomnienia. Dlaczego tak? Bo nikt nie chce wspominać rzeczy złych, chociaż to właśnie te bardziej zalegają nam na sercu.

 

                Ostatni wpis o koksownikach sprawił, że kilka osób rozpoczęło ze mną dyskusję na tematy poruszone w teście. Każdy coś do siebie przyjął, a dla tych negatywnie nastawionych mam pewien wykład TED: http://www.ted.com/talks/lang/pl/ron_gutman_the_hidden_power_of_smiling.html warto obejrzeć, niezależnie od wszystkiego.

            

    W najbliższym czasie myślę, że napiszę coś konkretniej o płci brzydszej, mojej. Ważnym punktem ponownie będzie wykład TED, do którego pragnę się odnieść, więc na razie podaję do obejrzenia i przemyślenia:http://www.ted.com/talks/lang/pl/tony_porter_a_call_to_men.html

sobota, 11 lutego 2012
LV Kawa - Koksowniki.

 

2012-02-11

Tekst, tekst, tekst. Przeczytać, posłuchać, wziąć do serca. [http://www.tekstowo.pl/piosenka,o_s_t_r_,abstynent.html]

                Od jakiegoś czasu w Lublinie poustawiane są koksowniki. Tu się pojawiają, tam znikają, ławki podstawione bliżej, aby grzało. Pomimo tego, że troszku śmierdzą, to je lubimy. Nieprawdaż? Otóż wychodzi na to, że nie.

                Kto nie marzy o tym, aby się rozgrzać, gdy policzki mamy siekane mrozem, a wnętrze nosa pokrywa się kryształkami lodu? Gdy się ruszamy, to jeszcze jako – tako produkujemy ciepło, ale gdy np. czekamy na przystanku? Mamy koksownik, cudo! Logicznym wydawałoby się, że każdy chciałby przylgnąć do tego źródła ciepła, aby ulżyć sobie chociaż na chwilę. Jednakże zapomnieliśmy o jakże ważnym szczególe – inni też tak myślą!

                Właśnie w tym momencie zaczyna nam się problem. Nawet jeśli podejdzie większa ilość osób, to czekania nie umilą sobie nawet wzajemnym uśmiechem, a co mówić o konwersacji. Niee, po co narażać się na takie niewygody. Lepiej stanąć z boku, trząść się z zimna. Bezpieczniej tak przecież. Zostajemy w swoim malutkim, zamkniętym świecie.

                Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tak trudno nam uchylić rąbka płaszcza, zaprosić obcego bliźniego, aby zajrzał do nas, wzajemnie umilając koegzystencję. Każdy uśmiech waży, każdy gest, każde słowo. Inaczej na dobre złapie nas nasza ukochana Polska Depresja. Nie pomaga to samopoczuciu.

                Każdy z nas może przyczynić się do ulepszenia Polski. Wystarczy uśmiechnąć się do losowego przechodnia. Jakiś jeden na trzech odwzajemni, a może i nawet poda dalej. Tak się walczy z ogólnokrajową zamułą.

                Nawiązując do niedawno zmarłej Wisławy Szymborskiej, chciałbym przytoczyć jeden z jej utworów. Mądry, na mnie wywarł duże wrażenie, usiadłem nad nim, dumając przez jakiś czas. Podzieliłem się nim ze znajomymi, otrzymałem pogląd, interpretację na różne sposoby. Wszystkie dobre, każdy coś dodaje od siebie. Więc życzę równie pozytywnych odczuć.

                Wisława Szymborska – Wieczór Autorski

Muzo, nie być bokserem to nie być w cale. 
Ryczącej publiczności poskąpiłaś nam. 
Dwanaście osób jest na sali, 
już czas, żebyśmy zaczynali. 
Połowa przyszła, bo deszcz pada, 
reszta to krewni. Muzo. 

Kobiety rade zemdleć w ten jesienny wieczór, 
zrobią to, ale tylko na bokserskim meczu. 
Dantejskie sceny tylko tam. 
I wniebobranie. Muzo. 

Nie być bokserem, być poetą, 
mieć wyrok skazujący na ciężkie norwidy, 
z braku muskulatury demonstrować światu 
przyszłą lekturę szkolną - w najszczęśliwszym razie - 
o Muzo. O Pegazie, 
aniele koński. 

W pierwszym rządku staruszek słodko sobie śni, 
że mu żona nieboszczka z grobu wstała i 
upiecze staruszkowi placek ze śliwkami. 
Z ogniem, ale niewielkim, bo placek sie spali, 
zaczynamy czytanie. Muzo.

 

                O Muzo, kim jest ten Poeta w pryzmacie Boksera?

piątek, 10 lutego 2012
LIV kawa - Poziom gówna osiąga stan krytyczny.

 

2012-02-10

                No kurwica mnie bierze. Tyle gówna, co w tej Polsce się pojawia, zalewa mnie po uszy.

                Sprawę półrocznej Madzi zna teraz każdy. Przecież właśnie w takich medialnych szopkach lubują się rodacy. Dziecko leży martwe, rozkłada się powoli, a babcia, mamusia i tatuś do kamer robić wywiady. A jak! Do tego jeszcze wynajdźmy teorie spiskowe (też to kochamy, nieprawdaż?), że ojciec chciał mieć krew dziecka, aby stać się wilkołakiem! O taaak, miłość. Teraz dodajmy następną ukochaną rzecz – martyrologię! Postawmy pomnik dziecku, bo jako jedynie w wieku 6 miesięcy zmarło. Ja też chcę pomnik! Lepper też ma mieć pomnik, bo zginął. Jeszcze lepiej – jego zgon był medialny, to truchłem mogło się więcej osób pożywić.

                Smoleńsk, Smoleńsk, Smoleńsk. Matko, jak to pojęcie już jest wypaczone. Przykład? http://www.kominek.tv/2012/02/lech-kaczynski-upozorowal-wlasna-smierc/ Polecam komentarze.

                Jeszcze do tego wszystkiego pizgawica na dworze, mróz po twarzy ścina.

                Jak żyć? Jak najdalej stąd.

środa, 01 lutego 2012
LIII kawa - Pochwała Człowieka.

 

2012-02-01

                Czytelniku. Istoto ludzka, która jest zarazem najgorszą, jak i najlepszą rzeczą, która się temu  światu przydarzyła. Jesteś najlepszą rzeczą, jaka mi się na tym świecie przytrafiła, nic ponad Tobą.

                Dzięki Tobie i Twym myślom kreuję swoje skrzywienie, napędzam umysłu młyn. Tyś tym, co niszczy me serce, które bez Ciebie bić nie umie. O, jednostko, która buduje sieć powiązań wspólnych, tworzy więzi, wymienia informacje. Chyba muszę podziękować za to, że jesteś.

                Weszliśmy na stosunkowo patetyczne tony, nieprawdaż? Myślę jednak, że potrzebne to było. Dlaczego? Jak inaczej mógłbym mówić o Tobie? Chciałbyś, chciałabyś, być inaczej traktowanym, niż z szacunkiem? W moim świecie nie. Od Was zbierałem kolorowe szkiełka, którymi wykładam przeźroczyste ściany własnego zakątka mentalnego. To z Wami biorę nauki od życia, które nauczyło mnie, że szacunek do Ciebie jest rzeczą nadrzędną. Oczywiście nie jest to wieczne, można to stracić, albo otrzymać jedynie na płaszczyźnie bytu, a nie kreacji z charakterem. Niektórzy zasługują na więcej, inni na mniej, ale zawsze.

                Brakuje mi kilku elementów sprawnego funkcjonowania w społeczeństwie, ale może i to dobrze. Nie hołubię grup, wielbię jednostki. Wiedz, że uważam Cię za osobę wspaniałą, nawet jeśli się nie zgadzamy, nie znamy bardzo, czy po prostu nie pałamy wzajemną sympatią. Jesteś pięknem i wrzodem tego świata. Trzeba to wykorzystać i mieć na uwadze. I jak taki wrzód ma tyle wdzięku, tak fascynuje, nie wiem. Przytulić jednak chcę każdego po kolei. Boś zasłużył.

                Właśnie Ty, Czytelniku, napsułeś mi najwięcej krwi, to Ciebie kląłem i odrzucałem. Nad Tobą się rozpływałem i chciałem jedynie dla siebie.

 „Ludzie postępują nierozumnie, nielogicznie i samolubnie – kochaj ich mimo wszystko”.           –Matka Teresa z Kalkuty

                Wiesz. Niezależnie, czy świat Ci po dupie daje (bo on od tego jest), czy to inni Cię męczą (i będą to robić do usranej śmierci), czy jeszcze inne rzeczy się dzieją. Niezależnie od wszystkiego, jesteś cudem. Mimo wszystko, to ja dla Ciebie jestem, nawet jak sobie nie zdajesz z tego sprawy, albo tego nie chcesz. Jestem i będę, jak będzie trzeba, to kopnę Cię, żebyś spiął pośladki i ruszał do przodu, albo przytulił, gdy będzie gorzej. Kiedy indziej Cię zkurwiam, takie życie. Niestety.

                Popatrzmy po sobie wzajemnie. To właśnie w nas samych jest odpowiedź na wszystko, uniwersalne remedium. To właśnie my wzajemnie sprawiamy, że świat się staje mniej niewyraźny, mówiąc po prostu: chujowy. Wzajemnie patrzmy na siebie i doceniajmy, bo tylko tutaj jest ratunek i ukojenie.

                Czasami nachodzi ochota na to, aby zamknąć się gdzieś, gdzie jest ciemno, z butelką alkoholu, jakąś muzyką ewentualnie. Jednak, żeby nigdy to nie było w samotności. Bo bez innych pożeramy samych siebie.

                To właśnie Wy wzajemnie powstrzymujecie i mnie, i siebie, przed autodestrukcją.

                Żałuję, że nie umiem napisać tego, jak Kaczmarski.

niedziela, 29 stycznia 2012
LII Kawa - Bezmózgowo.

 

Chełbiąc wizję wielbłąda, Marksizm był wielbiony przez żyrafy do momentu, kiedy to zostały wyparte przez żółwie. Marchewki widząc grabie, ruszyły do ataku, niszcząc pola sałaty Wielkiego Makaronu. Liżąc wkręcaną żarówkę, pandy wskoczyły do basenu, płynąc tyłem, w dół i do środka. Mleko nie jest dobrym materiałem na cement, ale dobrze sprawdza się jako kubek. Kubek dobra człowiek, ma trzy nogi, lecz nie śmierdzą.

Nauka obcego języka polega na wyrwaniu igły z dębu, mając na uwadze wyemancypowane podejście grzebieni do konsumpcji grzechotników. Miasteczka położone na zachodzie nie są tymi ze wschodu, ale też lubią kaloryfery, które nota bene, są czekoladą. Aczkolwiek niemożność podniesienia piwnicy w celu umycia przeźroczystej bajki, pozostaje nam tylko gryźć zęby Hubertowi.

Zastosowany terror został wykorzystany przez ziarenka piasku, tworzące nową partię na planecie Ziemniak. Bardzo lubią liczby, ale dziesiątka jest z karmelu.

Masło.

sobota, 28 stycznia 2012
LI Kawa - Tworzymy opowieści.

 

2012-01-28

                Taak. Wiem. Posucha. Niestety i ja to z bólem przyjmuję. Na dwa tygodnie zostałem odcięty od ludzi, jedynie Internet został. Brak kontaktu z ludźmi odbija się na mnie negatywnie, co natomiast skutkuje brakiem chęci do pisania.

                Będąc skazanym ma cztery ściany, cóż innego mogłem poczynić, co sięgnąć po książki, artykuły w sieci, filmy i gry.  Jednakże nie mam zamiaru za bardzo rozpisywać się nad każdym tytułem (no, może nad jednym, czy dwoma), a raczej poruszyć pewne zagadnienie. Mianowicie:  jak to kreuje się światy i opowieści, nieskończenie rozszerza rzeczywistość. Zainspirował mnie właśnie mój powrót do gier i pewna zmiana stosunku do nich. Nie zależy mi już na rozgrywce, czy efektywności, a właśnie na historii i stworzonym uniwersum.

                Pieczołowicie przygotowywane teksty, grafiki z najmniejszymi szczegółami, mapy myśli i powiązań, którym praktycznie nie ma końca. Tak właśnie zaczynamy kreację. Czasami my jesteśmy jedynie tymi, którzy zaczynają, a temat zostaje pociągnięty przez innych. Bum! Tak oto mamy coś nowego, wartościowego i pięknego. Pamiętajmy, aby nie bać się tworzyć, nawet w tej formie nie do końca realnej,  tego, co widzimy naszym trzecim okiem. Większość tych największych światów jest rozbudowywana właśnie przez fanów, ludzi, którzy zostali wchłonięci przez ideę. Sam to przecież robię (opowiadanielux przecież powstaje na podstawie Guild Wars). A jaką historię Ty byś stworzył, drogi czytelniku?

                Jednym z największych, najbardziej obfitych światów, jest uniwersum Warcraft`a. Składa się ono z 4 gier, 14 książek, coraz to nowej zawartości i rozwijających się wątków. Tutaj mamy wszystko. Kalendarium obejmujące tysiące lat (http://wow.battlenet.pl/portal/wow/7/476/Kalendarium.html), dokładnie zdefiniowane wierzenia, legendy, wydarzenia historyczne. Wszystko (w większości) spójnie połączone ze sobą pasmami zależności i powiązań. Sam, będąc jeszcze w gimnazjum, aktywnie interesowałem się Warcraftem. Czytywałem artykuły, opisy, historie, zastanawiałem się nad zagadnieniami i niedopowiedzeniami. Może nie byłem aż tak zafascynowany, aby uczyć się 39 (!!) języków występujących w tym świecie, czy innych podobnych rzeczy, ale świadomość tego, jaki ogrom został stworzony, pozostała.

                Godnym podziwu jest również seria gier z tytułem „The Elder Scrolls”. Tutaj największy podziw budzą we mnie książki znajdujące się bezpośrednio w grze. Niebotyczna ilość tekstu, jaka jest w tych grach zawarta, zapiera dech w piersiach. Wyobraźmy sobie, że podczas zwyczajnej rozgrywki, jak to w grach jest, jakiegoś polowania na smoki, czy ratowania wieśniaków, możemy zajść np. do biblioteki i spędzić tam naprawdę dużo czasu, wertując księgi, teksty traktujące o historii danej ziemi, wierzeniach, czy życiu codziennym.  (jak ktoś ma ochotę, może poczytać komentarze tu: http://gameplay.pl/news.asp?ID=64885). Tysiące stron ksiąg, które można przeczytać, podczas wcielania się w inną istotę, w całkowicie innym świecie. Mnie to zdumiewa.

                Prawdę mówiąc, mógłbym jeszcze wspomnieć tytuły takie, jak Guild Wars, Wiedźmin, Władca Pierścieni i tak dalej, gdzie to właśnie cały czas opowieść jest kreowana, zarówno przez twórców, jak i osoby postronne. Czemu nie dodać swojej cegiełki, albo nie postawić tej pierwszej, na której budować będą inni?

                O, mam pomysł, może i jutro napiszę.

piątek, 20 stycznia 2012
L Kawa - Jeździmy po wspomnieniach.

               

2012-01-20

                Nie wyszło mi pisanie wczoraj. Jakoś wolałem posiedzieć na necie. Cóż, dzisiaj może będzie lepiej.

                Przy ostatnim wpisie wspomniałem, iż w zamyśle miał on być dłuższy. Chciałem poruszyć jeszcze temat bardziej „na żywca”, ale i teraz będzie dobrze. Dodam jeszcze jedynie odpowiedź na pytanie zadane mi przy okazji poprzedniej noty. Dlaczego zapałałem sympatią do tego małego, kurwiącego, człeka z własnym światem? Bo miał w sobie to, co uwielbiam. Groteskę. Jednakże wróćmy do głównego nurtu myślowego.  

Faktem znanym ogółowi jest to, iż wyrabiam powoli swoje własne prawo jazdy. I o dziwo, jest to na swój sposób inspirujący.

                Wsiadł człek do samochodu i słyszy „No dobrze, dzisiaj zrobimy sobie wycieczkę po całym Lubinie.”. Ok., żaden problem, jedziemy. Nagle coś do głowy mi wpada, pewna myśl, za nią następna i jeszcze jedna. Im dłużej jechałem, tym więcej tego było. Czego? Mianowicie spoglądając co rusz na jakieś miejsce, kojarzyło mi się ono z pewnym wydarzeniem, osobą, czy nawet rozkminą. Patrzyłem się i oczyma wyobraźni odkurzałem wspomnienia zakopane w podświadomości.

                I tak oto, kiedy na horyzoncie zamalował mi się pewien most, to nagle olśnienie: to właśnie tutaj piłem Specjala, pierwszy raz poza Pomorzem, dyskutując ze znajomym na dość konkretne sprawy. W innym miejscu przypomina mi się mój początek pobytu w Lublinie i historia, jak to z kilkoma osobami zgubiłem się na granicy Poręby. Z tego słupa zrywałem plakaty, o, z tego też. O, ta okolica niepodważalnie należy do mojej „siostry bliźniaczki”, a tam dalej do kuli negatywnej energii zapijanej 5 rodzajami Frugo. Za nią teren wielkiego koncertowego szaleństwa i jak najbardziej dobrych odczuć. Jedziemy na drugi koniec miasta. O, a tutaj rozkminialiśmy jak wrócić z Juwenaliów, kiedy to nic nie kursowało, a tam dalej, na przystanku, podczas czekania na MPK, obserwowałem armię dziewcząt z jakiegoś konwentu anime. I takich miejsc jest mnóstwo, nie ma sensu wypisywać ich wszystkich.

                I raczej każdy ma właśnie takie swoje miejsca, przypisane danej części swego życia, umysłu. Nie zawsze je widzimy, nie zawsze pamiętamy. Ale one są. Nie przemieszczają się, zawsze tam będą, nawet, jak okolica zostanie przemodelowana. Przecież taras widokowy Starego Miasta, niezależnie co się z nim stanie, pozostanie tym elementem miasta, gdzie po nocy, chodząc po murku, śpiewał człek „Mury” Kaczmarskiego.

                Jak to jest z Waszymi miejscami? Pamiętacie, czy skrzętnie ukrywacie? Fotografujecie, opisujecie, czy zatrzymujecie w sobie? Między innymi to dzięki nim, każde miasto, każde miejsce, jest unikalne dla jednostki. Właśnie dlatego każda osoba czuje daną lokację całkowicie inaczej, inaczej jest przez nią kształtowana.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17